Dzisiaj, niemal dokładnie dwa lata po tym, jak na planie filmu Patryka Vegi został postrzelony przez b. żołnierza GROM Ireneusza SZ. operator Petro Aleksowski, przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Woli miał się rozpocząć proces w tej sprawie. Ale oskarżony się nie pojawił.

Sąd z ubolewaniem zauważył, że mimo wielokrotnych prób skontaktowania się z oskarżonym, do tej pory się to nie udało: nie odbiera zawiadomień wysyłanych pod różne adresy, nie odbiera też telefonów od sądu. Sprawę odroczono do 21 lutego.

- Zarzuty aktu oskarżenia dotyczą spowodowania w dniu 21 grudnia 2016 r. nieumyślnie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Petro A. poprzez postrzelenie, w wyniku czego pokrzywdzony doznał rany postrzałowej kończyny dolnej, co w tym przypadku biorąc powstałe obrażenia stanowiło ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci innego ciężkiego kalectwa, tj. przestępstwa określonego w art. 156 § 1 pkt 2 kk w zw z art. 156 § 2 kk. – informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński.

Do zdarzenia 21 grudnia 2016 r. kiedy to na planie filmu kręconego dla serwisu VOD Showmax weteran GROM strzelił do Petra z karabinu samopowtarzalnego POF P308 ładunkiem będącym najpewniej nabojem typu dum-dum, samoróbką. W broni gromowców miały być ślepaki, ale z jakiegoś – niewyjaśnionego do dziś powodu - w lufie tej akurat broni, która została wymierzona w operatora, znalazła się amunicja ostra. Na planie – choć jest taki obowiązek – nie było rusznikarza, który odpowiadałby za broń. Aleksowski został poważnie ranny, omal nie stracił życia. Na planie nie było też, choć powinna, karetki.

Jak dowiedział się DGP, przesłuchiwany bezpośrednio po tragicznym wydarzeniu weteran przyznał się do winy. Potem przed prokuratorem wycofał swoje zeznania. - Oskarżony nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień – informuje rzecznik PO w Warszawie.

Z naszych ustaleń wynika też, że sąd miał kłopot z zawiadomieniem oskarżonego o rozprawie. Wysyłał je na kilka różnych adresów, gdyż nie wiadomo, gdzie faktycznie przebywa. Żadne z nich nie zostało odebrane.

Petro Aleksowski jest w tej sprawie oskarżycielem posiłkowym. Od tamtego dnia sprzed dwóch lat jest bez środków do życia, gdyż stracił zdolność zarobkowania. Do niedawna jeździł na wózku, teraz o kulach porusza się z najwyższym trudem. Firmy ubezpieczeniowe – np. ta, która wystawiła polisę producentowi filmu – odmówiła mu wypłaty ubezpieczenia, gdyż w umowie było wyłączenie dotyczące właśnie broni i materiałów wybuchowych. Producent filmu, Piotr Dzięcioł, szef Opus Film, nie poczuwa się do winy. Jak mówił w rozmowie z DGP, jest mu przykro. Chciałby, aby Petro Aleksowski dostał to odszkodowanie i miał środki na leczenie i rehabilitację.

Koledzy oskarżonego z GROM także nie pośpieszyli z pomocą poszkodowanemu. Jedyną osobą z bohaterów tego planu, która uznała, że operatorowi należy się wsparcie, był Patryk Vega. Wpłacił na konto Fundacji im. Darii Trafankowskiej 100 tys. zł, pieniądze idą na opłacenie rehabilitacji Petra. Operator pracował przy wielu produkcjach tego reżysera. Był też umówiony na następne: film i serial "Botoks" oraz film i serial "Kobiety mafii". Miał zarobić na tym ponad 500 tys. zł.

Prokurator nie zdecydował się na postawienie zarzutów producentowi Dzięciołowi. Tak tłumaczy powód: jak wynika z uzasadnienia aktu oskarżenia - biegły z zakresu BHP stwierdził liczne uchybienia na planie zdjęciowym w trakcie kręcenia przedmiotowej reklamy, które jednak w tym przypadku nie pozwalało to na przyjęcie odpowiedzialności z art. 220 kk, gdyż pokrzywdzony nie był pracownikiem w rozumieniu kodeksu pracy i art. 220 kk. Wygląda na to, że ustawodawca nie przewidział sytuacji, gdy wiele osób pracuje na umowy cywilno-prawne.

Mec. Sylwester Nowakowski, który reprezentuje operatora, zapowiada, że w takim przypadku jego klient sam wystąpi do sądu z pozwem.

Rozmawiam z jednym z prawników znających sprawę. Mówi, że Petro Aleksowski ma przed sobą długą i ciężką drogę. Jego przeciwnikami są bowiem dwa skarby narodowe: weteran kochanej przez Polaków formacji GROM oraz producent, którego film "Ida" zdobył najcenniejszą nagrodę w branży, czyli Oscara, a kolejne dzieło, uhonorowane wieloma europejskimi nagrodami, także może sięgnąć w tym roku po tę statuetkę. Przeciwko nim staje kaleki mężczyzna. A przecież sąd też człowiek.

Jednak Petro jest dzielnym człowiekiem. Jego ostatni zrobiony przed wypadkiem film dokumentalny - nomen omen o weteranach z Afganistanu - zbiera teraz nagrody. Operator mówi, że psychicznie i fizycznie jest gotów, by wrócić do branży filmowej.

Stowarzyszenie Court Watch Polska obiecało monitorować tę sprawę.