Biłeś się za dzieciaka?

Pewnie, ze tak. Wszyscy się wtedy tłukli. Teraz dzieciaki się nie biją i nie wiem do końca, czemu i o co chodzi. Mam wrażenie, że boją się bić, bo zaraz pojawiają się rodzice, jest afera, jakieś sądy. Paranoja. Moim zdaniem chłopcy muszą się bić, to jest normalne, że w ten sposób wyładowują swoją agresję, młodzieńczy bunt.

To, jaka była spektakularna akcja w wykonaniu twoim i twoich kolegów?

Pobiłem Adama, nazwiska nie podam, bo wiadomo RODO. Pamiętam tę bójką, bo dostałem wtedy adidasy z Kanady. Przysłała mi je moja matka chrzestna, emigrantka. To był rok 1981, wyjechała z wiadomych powodów, był stan wojenny. Musiałem tym adidasem z Kanady kopnąć Adama w twarz, w obronie Arka. Wygraliśmy tę walkę. Adam dostał, bo wcześniej wrzucił nasze tornistry do rzeki, która była gnojówką. Zaczęliśmy się bić i to była naprawdę spektakularna akcja. Mieliśmy wtedy po siedem lat.

O dziewczyny też się biłeś?

Owszem zdarzało się. Była taka Iwona w naszej podstawówce, a nas zakochanych w niej było czterech. I co z tego, że się biliśmy, skoro wybrała według nas największego lamusa, który w dodatku się o nią w ogóle nie bił.

W styczniu zobaczymy cię na ekranach kin w filmie „Underdog” w roli Borysa „Kosy” Kosińskiego, zawodnika MMA. Jak przygotowywałeś się do tej roli?

Wszyscy mnie o to pytają. A ja przecież już ćwierć wieku boksuję, więc co nieco potrafię. Na potrzeby tego filmu dołożyłem jedynie parter, bo mi kazali, choć przyznam szczerze, że nie lubię parteru. Wszyscy myślą, że być może było tak, że jest znany aktor, który pół roku trenuje, wylewa krew, pot i łzy i nagle staje się wielkim bokserem. To tak nie działa. Miałem bazę. Reżyser, którym był Maciek Kawulski, zdecydował, czego chce i co mam robić, i zrobiliśmy. Mam nadzieję, że się udało. To znaczy wiem, że się udało, bo widziałem efekt końcowy i naprawdę nie jest źle. Mam nadzieję, że ani Maćkowi, ani tym bardziej Mamedowi Khalidowowi, z którym gram w tym filmie, wstydu nie przyniosłem.

Skąd wzięła się u ciebie ta fascynacja boksem?

Zainteresowałem się tym, żeby nie myśleć o artyzmie. Zaczęło się na studiach. Biedni studenci siedzą w tych szkołach aktorskich, potem idą w świat i dostają łomot. Nie wiedzą, co ze sobą zrobić, chodzą, proszą o role. Ja ćwiczyłem, bo nie chciałem być aktorem artystycznym. Naoglądałem się takich osób, a dziś pytam: „Gdzie oni są?”. Uważam, że nie można wierzyć za bardzo w miejsca hermetycznie zamknięte, którymi są szkoły teatralne, że zawsze będzie to tak artystycznie i przyjemnie wyglądało, że będą nas głaskać po głowie, mówić, że jesteśmy świetni, a my całe życie będziemy sobie grać i gadać o sztuce. Przychodzisz do tego filmowego świata i dostajesz niezły łomot, otwierają ci się oczy.

Trzeba mocno walczyć o swoje. To chcesz powiedzieć?

Też. Ci ładni zawsze mają łatwiej w życiu i myślą, że tak będzie zawsze. Uwierz mi, że po pół a nawet roku przygotowań na sali, choćby z nie wiadomo, jakim sztabem, trenerami, nie uda ci się stworzyć tego, co myśmy stworzyli. Nie mówię tego, żeby się przechwalać. Po prostu to jest zdecydowanie za mało. Aktor po takim treningu nie będzie miał tzw. odruchów, a gdy będzie walczył, to będzie pewnego rodzaju choreografia, rodzaj tańca. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy w klatce, nawet, jeśli to tylko plan filmowy. Jak się taka choreografia posypie, to nie będzie wyglądało naturalnie, dobrze, a ten, kto walczy będzie robił swoje i to wyjdzie naturalnie. Takie jest moje zdanie.

Mamed Khalidow stwierdził, że najtrudniejsze były trzy pierwsze dni na planie.

To były właśnie ujęcia kręcone w klatce. Mamed jako sportowiec działa w ten sposób, że po treningu, który trwa 2-3 godziny, następuje regeneracja, a kolejny trening rozpoczyna się najwcześniej za 8-12 godzin. Cały jego organizm pracuje na pełnych obrotach, on się rozpędza, jego ciało pracuje tak, jak na treningu, a potem stygnie. Na planie filmowym jest inaczej i być może, dlatego po tych trzech dniach czuł się zmęczony. Czuł, że jest ciężko. Ja już to wiem, bo mam za sobą kawał aktorskiego życia. Często na planach, żeby nie zasypiać, nie stać w miejscu, trenuję. Pobudzam się, bo plan to ciągłe czekanie. Dla Mameda myślę, że to było trudne. A on jest arcymistrzem, jak coś robi, to na całego, nie wpuści żadnej ściemy i za to go szanuję.

Miałeś dublerów?

Miałem. Mamed też miał. Nie da się zagrać wszystkiego. Ja nie robię na przykład salta w powietrzu, a w filmie jest zrobione. Podobnie jest z sekwencją podcięć. Mamy pełne podcięcie na pełnym gazie, po którym ja bym miał połamaną nogę. A mój dubler Albert zrobi je bez kontuzji. Jednym słowem zdarzało się, że na planie był pot, krew, łzy, była radość, wygłupy i nuda, ale ta pojawiała się bardzo rzadko.

Czujesz się dojrzałym mężczyzną?

Nie ma takiego pojęcia jak męska dojrzałość. To się teraz zmienia. Kobiety przejęły stery. Nie narzekam na to, choć czasem są w tym moim zdaniem za bardzo agresywne. Przejmują wszystkie przywileje systemu patriarchalnego, mszczą się za te lata, przez które cierpiały z tego powodu. Kiedy chodzę na siłownię, lecą na niej teledyski MTV bez dźwięku. Kobiety w nich są właśnie bardzo agresywne, chcą się bić a jednocześnie uprawiają na nich takie niespełnione porno. Nie do końca mi się to podoba. Z drugiej strony jednak myślę sobie, że świat bez tego męskiego pierwiastka nie istnieje.

To, jaki ten facet powinien być? Jaki ty jesteś?

Nie wiem, jaki jestem, ale chciałbym być spokojny. To jest moje marzenie. Być spokojnym. Pożyć. Wszyscy gdzieś dziś zazwyczaj lecą, biegną, nasz gatunek jest obecnie innym gatunkiem, dziwnym bardzo.

To cię wkurza?

Wkurza mnie głupota i propaganda sukcesu. Razem ze mną w tramwaju jechała 80-letnia kobieta. Rozmawiała z drugą panią, która siedziała naprzeciwko niej. Mówiła o systemie, głośno, ale normalnie. Wszyscy podnosili głowy znad swoich padów, komórek. Byli zdziwieni, że ktoś mówi w tramwaju, w którym panuje cisza. Mówiła, że mieliśmy mniej, a potrafiliśmy się cieszyć małymi rzeczami, mieliśmy siebie. Dziś, jak przyznała, jej wnuki i prawnuki strasznie dużo pracują, a potem nie mają na nic siły. Powiedziała prawdę. Za dużo robimy, ciągle za czymś gonimy i wpadamy w paranoję.

Potrafisz zwolnić?

Próbowałem. Chciałem teraz mieć dłuższe wolne, a dali mi tylko dziesięć dni. Muszę wracać do roboty, a planowałem, że odpocznę przynajmniej sześć tygodni. Po tych ostatnich dwóch latach, to należałby mi się przynajmniej rok, ale nie ma tak dobrze.

Skoro opowiedziałeś o tej starszej pani. Co ty byś chciał przekazać kolejnemu pokoleniu?

(śmiech). Są tak zapatrzeni w siebie, myślą o sobie, nie wiedzą nawet, kto to jest Grotowski. To, co ja mogę im przekazać? Nie chcą słuchać, wolą komórki.

Marzysz o czymś, poza tym żeby mieć wolne od pracy?

O tym żeby wrócić do domu i wyprowadzić na spacer najmądrzejszego psa świata, jakim jest Aksa. Gdybyśmy w połowie byli tacy mądrzy, jak ten owczarek niemiecki, to świat byłby inny. Uświadomiła mi, że zwierzęta są mądrzejsze od nas ludzi.