Robert Gliński zaznaczył, że nie widział "czarnej listy", o której mówił Pawlikowski.

Reklama

- Jeśli jest jakaś lista, to jestem na niej na pierwszym miejscu, bo od dwóch lat nie mogę zrobić filmu – zauważył gość Roberta Mazurka w RMF FM. - Nikt tych filmów nie chce. Jeden jest o Bogu, drugi o historii i nie chcą takich filmów - dodał.

Z kolei rzekomy międzynarodowy projekt superprodukcji o Katyniu, którą miałby reżyserować Mel Gibson lub Clint Eastwood, Gliński określił mianem "gruszek na wierzbie".

- Wiadomo, że taki film nie powstanie – mówił Gliński. Powiedział także, że lepiej byłoby to zrobić w Polsce, ponieważ "mamy tu lepszych reżyserów niż Mel Gibson czy Clint Eastwood".

Twórca podkreślił również, że jego ostatni brak sukcesów w kinematografii to rezultat tego, że jest bratem ministra kultury Piotra Glińskiego.

Przyznał jednak, że specjalnie go to nie martwi. - Od czasu, jak działam w szeroko rozumianym filmie, było już 21 ministrów kultury. Myślę, że ten się też zmieni i będę mógł robić filmy - oznajmił.