Film Anwara ” jest pokazywany podczas trwającej w Warszawie 10. edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Przegląd kina azjatyckiego rozpoczął się w środę i zakończy się 23 listopada. Obraz Anwara będzie można obejrzeć w poniedziałek w Kinotece.
- opowiada reżyser.
Jak tłumaczy, w 2014 roku, gdy rozgrywa się akcja „Zapisu moich zmysłów”, Indonezja musiała wybrać, w którą stronę ma podążać: drogą tolerancji czy wręcz przeciwnie. W wyborach zwyciężyła ta pierwsza opcja, a nowym szefem państwa został były gubernator Dżakarty, Joko Widodo, którego Anwar opisuje jako bardziej tolerancyjnego kandydata. Pokonał byłego generała Prabowo Subianto.
Wybory sprzed dwóch lat podzieliły społeczeństwo, a skutki tych podziałów są odczuwalne do dziś. - mówi. , których pełna jest indonezyjska polityka, - uważa.
Anwar ubolewa, że w Indonezji obecnie coraz większym poparciem cieszą się ruchy prawicowe i „”. Według reżysera właśnie radykalizm religijny jest najpoważniejszym wyzwaniem, przed jakim stoi jego kraj. Temu tematowi poświęci swój następny film, który, jak zapowiada, zostanie zrealizowany w przyszłym roku. Na razie trwają prace nad scenariuszem.
Źródeł radykalizmu Anwar upatruje się m.in. w globalizacji. „” - mówi.
Jak dodaje, dzięki internetowi ludzie zdają sobie też sprawę z różnic między stylem życia w ich kraju i w innych częściach świata. U niektórych osób materiały, z którymi mają do czynienia w sieci, mogą wręcz wywołać szok kulturowy, który prowadzi do poczucia zagubienia i czasami do radykalizacji. ” - kontynuuje.
Swój stosunek do Dżakarty, która jest jednym z drugoplanowych bohaterów filmu pokazywanego w Warszawie, nazywa „trudną miłością”. „” - wyznaje.
Pytany o to, czy można w ogóle mówić o kinie azjatyckim, odpowiada, że filmy z tego regionu świata mają pewne wspólne cechy, ale przyznaje, że trudno wyrazić słowami, o jakie cechy chodzi. „” - zastanawia się.
Według Anwara coraz trudniej jest stwierdzić, z którego kraju Azji pochodzi dany film i wymienić cechy charakterystyczne dla kina z danego państwa. Również do tego przyczynia się globalizacja, a także szeroki dostępu do serwisów streamingowych, takich jak Netflix, które są dostępne prawie wszędzie na świecie i umożliwiają dostęp do kinematografii z całego globu.
„” - dodaje.
Jednak Anwar nie żałuje, że dochodzi do tych zmian, gdyż według niego takie „kino narodowe” wcale nie jest czymś pożądanym. „Myślę, że wszyscy jesteśmy obywatelami świata i niezależnie od tego, jak naiwnie i banalnie to brzmi, trzeba właśnie w taki sposób zacząć o sobie myśleć, zamiast traktować siebie jedynie jako obywatela danego kraju. W końcu na całym świecie mamy do czynienia z podobnymi wyzwaniami” - przekonuje.
Julia Potocka (PAP)