Obsada: Norah Jones, Jude Law, Natalie Portman, Rachel Weisz, David Stathairn.

Reklama

Wygląda „Jagodowa miłość” tak, jakby Wong Kar-Wai wyszedł z założenia, że jego osobnego filmowego języka amerykańska publiczność i tak nie zrozumie. Zafundował jej więc swego rodzaju składankę swych ulubionych motywów, po swojemu melancholijnych obrazów podaną w formie bardziej przystępnej, bo rozpuszczonej w oswojonych gatunkowych konwencjach. Cała akcja sprowadza się do przypadkowego spotkania dziewczyny ze złamanym sercem z samotnym i przystojnym właścicielem staroświeckiej kawiarenki w Nowym Jorku o pisanej cyrylicą nazwie „Klucz”. Dziewczyna wyjeżdża autobusem do Memphis, wraca samochodem. I to właściwie wszystko. Po drodze mamy objadanie się jagodowym ciastem, pocztówki znad krawędzi oraz przypowieści o świętym pijaku i nieświętej hazardzistce. Rozbita na epizody, zatomizowana na kadry historia powoli układa się we wzór skądinąd znajomy, ale z racji formalnego nieładu i tak intrygujący.

Opowieść o porozumieniu zagubionych dusz, o poszukiwaniu kluczy do nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem, o dojrzewaniu do miłości i nazywania własnych uczuć po imieniu toczy się w rytmie melancholijnych, nastrojowych obrazów Dariusa Khondji’ego i w rytm połamanych bluesów Ry’a Coodera. Oglądamy Amerykę barową: przez szyby, w odbiciach luster, zza lady, przy sztucznym, nocnym świetle. Obraz jest ciągle zniekształcony, zamglony, przesłonięty i nawet, gdy momentami odzyskuje klarowność i tak kojarzy się nieodparcie z malarstwem Edwarda Hoppera. Wewnętrzne wyciszenie, lakoniczność, gra barw przy jednoczesnej oszczędności środków wyrazu sprawiają, że bohaterowie Kar-Waia zdają się istnieć poza realnym czasem i przestrzenią. Skazani na alienację wciąż krążą po własnych orbitach, które jeśli się przecinają, to i tak rzadko na dłużej. Szczęście jest wydaje się na wyciągnięcie ręki, ale właściwie nikomu nie udaje się go osiągnąć bez wynurzenia głowy z żółwiej skorupy.

Główna bohaterka Elisabeth, uczy się swoją skorupę zrzucać, dojrzeje, gdy zobaczy jak miłość może się skończyć i jak może się w ogóle nie zacząć. Prowadzący nostalgiczną kawiarenkę Jeremy, choć nie lubi zmian i boi się ostatecznych rozstrzygnięć musi się nauczyć, że nie warto trzymać kluczy do drzwi, których i tak nie zamierza się nigdy otworzyć. I tylko oni mają szansę wygrać. Ale wcale nie jest to wygrana oczywista. Także dzięki zaskakującej kreacji debiutującej na ekranie gwiazdy soulu – Norah Jones i dyskretnej grze partnerującego jej Jude’a Law’a. A w tle mamy kilka prawdziwych aktorskich perełek. Jason Statharin jako policjant na wiecznym odwyku kradnie dla siebie prawie pół filmu. Drugie pół wygrywa w karty Natalie Portman ożywiając zblazowaną witalnością dość schematyczny epizod. A i Rachel Weisz buduje przejmujący portret przygniecionej ciężarem nieodwzajemnionej miłości kobiety upadłej.

Choć rozpoznawalny, styl Kar-Waia został wygładzony, przycięty do wymogów hollywoodzkiej kaligrafii znaczącej gatunkowe schematy kina drogi. Sam Kar-Wai po niejednoznacznym przyjęciu filmu na festiwalu w Cannes, zmontował go od początku. I chyba zbytnio uległ presji klarowności, bo schemat zbyt często przesłania własny charakter pisma.

Ocena: 4

Wojtek Kałużyński

Dystrybucja: Kino Świat.