Obsada: Martina Gedeck, Moritz Bleibtreu, Johanna Wokalek, Bruno Ganz.

Reklama

Przed premierą „Baader – Meinhof” reżyser Uli Edel podkreślał, że opowiada o najtragiczniejszych wydarzeniach powojennej historii Niemiec. Że nie miał najmniejszego zamiaru wybielać zbrodniczej działalności Frakcji Czerwonej Armii. Ale jednocześnie stara się choć częściowo zrozumieć racje, jakie stały po stronie młodych terrorystów, ich samych pokazując jednocześnie jako postaci niejednoznaczne, rozdarte między okrucieństwem a poczuciem winy, rozczarowane otaczającą je rzeczywistością. Zwłaszcza Ulrike Meinhof (znakomicie zagrana przez Martinę Gedeck), która rolę naczelnego ideologa RAF przyjmuje raczej jako konieczność niż przywilej. Zresztą cały zespół aktorski staje na wysokości zadania: Moritz Bleibtrau nadaje Andreasowi Baaderowi tragiczny rys, znakomity jest też Bruno Ganz jako Horst Herold, szef niemieckiej policji kryminalnej.

Największy problem filmu Edela to fakt, że mimo szczerych chęci nie za bardzo skłania on do dyskusji o terroryzmie i roli, jaką RAF odegrała w historii Europy. Zbyt szybko zmienia się w polityczny thriller – świetnie i dynamicznie zrealizowany, rzetelnie udokumentowany, ale jednak odrzucający głębszą refleksję.

Jakub Demiańczuk