"Miłość na wybiegu"
Reklama
Polska 2009; reżyseria: Krzysztof Lang; obsada: Karolina Gorczyca, Marcin Dorociński, Urszula Grabowska-Ochalik, Izabela Kuna, Tomasz Karolak; dystrybucja: Kino Świat; czas: 93 min; Premiera: 21 sierpnia; Ocena 3/6



Julka (Karolina Gorczyca) pochodzi z małego miasteczka na wybrzeżu. Matka najchętniej widziałaby ją jako pomoc w działającym sezonowo biznesie turystycznym i smażalni ryb. Dziewczyna ma jednak ambicje uciec do Warszawy na studia. Jej plany pokrzyżuje zawód miłosny. Zamiast o teście egzaminacyjnym Julka myśli o chłopaku, którego nakryła na zdradzie. Odnaleźć się w stolicy pomaga jej pani Marta (Barbara Brylska) – stała bywalczyni pensjonatu rodziców Julki i właścicielka luksusowego zakładu fryzjerskiego, która nie tylko oferuje niedoszłej studentce pokój do mieszkania w Warszawie, ale też dopinguje ją w planach wyrwania się z nadmorskiej dziury i przypadkowo zapoznaje ją z Marleną (Urszula Grabowska) – właścicielką agencji modelek. Po przełamaniu początkowych oporów Julka z kopyta zaczyna karierę w świecie mody. Na jej drodze stanie jednak uczucie do wziętego fotografa Kacpra (Marcin Dorociński), na którego chrapkę ma sama szefowa.

Schematyczna fabuła – ale czego oczekiwać od komedii romantycznej – może nie jest poprowadzona specjalnie wartko, ale nie popada w nachalne oczywistości i twórcom filmu do końca udaje się zachować przyzwoity poziom humoru i odrobinę ironii. Widać, że w wiele scen włożono dużo pracy już na planie – aktorzy kombinują, wysilają się, nie ma zbędnych osób w kadrze. Do tego momentami udaje mu się wyjść z przyjętych u nas ram komedii romantycznej i pośmiać się trochę z gatunku, np. w modnym, designerskim mieszaniu, takim samym, jakie zasiedlają wszyscy bohaterowie polskich filmów, wstawiony Kacper, potykając się na schodach, mówi: „w takim pięknym mieszkaniu powinny być schody ruchome”.

Oczywiście film nie jest doskonały, bywa nudny (zbyt długie sekwencje sesji mody), niekiedy łopatologiczny (prezentacja głównych bohaterów), ale jako produkt masowy na lato, w odróżnieniu od wszystkich odmian „Dlaczego nie” i „Nigdy w życiu”, „Miłość na wybiegu” solidnie trzyma się kupy i nie obraża inteligencji widzów.

p

Największą zaletą filmu Langa jest obsada – co rzadko spotykane w rodzimym kinie, reżyserowi udało się nie obsadzić nikogo wbrew jego emploi. Nie musimy więc wierzyć twórcom na słowo, że grająca główna rolę Karolina Gorczyca jest na tyle urodziwa, by zrobić światową karierę modelki. Nie musimy też wysilać się, by wyobrazić sobie, że między nią a wcielającym się w postać wziętego fotografa Kacpra Marcinem Dorocińskim może zaiskrzyć. Drugi plan – choć skompletowanie obsady z popularnych bohaterów kolorowych czasopism budziło moje obawy – też jest dobrany z dużym wyczuciem. Tomasz Karolak w roli biznesmena chamusia jest jednym z najzabawniejszych elementów filmu, Izabela Kuna swobodnie porusza się w roli zblazowanej naczelnej poczytnego miesięcznika plotkarskiego i ma w „Miłości na wybiegu” drapieżność i wyrazistość, jakiej zabrakło jej w „Idealnym facecie dla mojej dziewczyny” Saramonowicza i Koneckiego. Urodziwa Urszula Grabowska przekonująco gra wściekłą i spiętą właścicielkę agencji modelek. Może więc jest jakaś szansa, że i u nas da się zrobić średniej klasy, bezbolesne kino rozrywkowe. A inteligentnie obsadzeni aktorzy i odrobina taktu wystarcza, by przełamać przekonanie, że polska komedia romantyczna jest synonimem najgorszej szmiry.