WRÓG PUBLICZNY NUMER 1

(L’instinct de mort)

Francja/Włochy/Kanada 2008; reżyseria: Jean-Francois Richet; obsada: Vincent Cassel, Cecile de France, Gerard Depardieu; dystrybucja: Monolith; czas: 110 min

Ocana: 5/6
_____________________________________________________________________________

Przez ponad dwadzieścia lat nazwisko Mesrine’a nie znikało na dłużej z czołówek francuskich dzienników. To rzezimieszek, który stał się jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców nad Sekwaną. Jednocześnie był medialną gwiazdą, skandalistą uwielbianym przez brukowce, prowokatorem, który starał się jak najbardziej wykorzystać swoją wątpliwą sławę.

Pierwsza część filmu Richeta (druga ukaże się na DVD za miesiąc) opowiada o początkach kariery Mesrine’a, analizując jednocześnie najważniejsze wydarzenia, które ze zwykłego chłopaka z przedmieść Paryża zrobiły zbrodniarza: od służby we francuskiej armii w czasach wojny z Algierią po brawurową, bezczelną w swojej prostocie ucieczkę z kanadyjskiego więzienia, gdzie bandyta trafił po nieudanej próbie uprowadzenia milionera.

Znakomicie zmontowany i świetnie poprowadzony film miał spore szanse, by stać się kolejnym pomnikiem dla słynnego przestępcy. Na szczęście Richet uniknął pułapki, w którą wpada wielu reżyserów opowiadających o legendach półświatka. Nie mitologizuje swojego bohatera, nie tłumaczy go, nie pokazuje jako ofiary systemu i złego wpływu środowiska. Mesrine budzi ciekawość, ale nie sympatię. Widzimy go jako dobrego ojca, ale jednocześnie cały czas mamy w świadomości fakt, że jest jednak bezlitosnym sukinsynem, zimnokrwistym mordercą, w mgnieniu oka wpadającym w furię. To rola stworzona wręcz dla Vincenta Cassela, który jak nikt inny był w stanie pokazać Mesrine’a bez przerysowań i fałszywych tonów. Cassel gra ostro, gwałtownie, eksponuje swoją fizyczność zarówno gdy jest przystojnym cwaniaczkiem podrywającym w podrzędnych barach kolejne kobiety, jak i upokorzonym, torturowanym więźniem. To właśnie w takich filmach, wymagających nie tylko aktorskiej inteligencji, ale również fizycznego wejścia w rolę, wypada najbardziej wiarygodnie.

To może porównanie nieco na wyrost, ale Cassel jest francuskim odpowiednikiem młodego Marlona Brando i Roberta De Niro jednocześnie. Jak Brando idealnie sprawdza się w rolach wyrzutków, którzy nie potrafią pogodzić się ze światem – uwikłanych w zło, ale budzących instynktowną sympatię, jak w „Nienawiści” Mathieu Kassovitza, która otworzyła mu drogę do międzynarodowej kariery, „Eastern Promises” Davida Cronenberga, nawet w kontrowersyjnych „Nieodwracalnych” Gaspara Noe, choć tam przecież splamił ręce krwią wbrew własnej woli. Z drugiej strony kilkakrotnie pokazał klasę, gdy wcielał się w nieokiełznanych psychopatów („Joanna d’Arc” Luca Bessona, komiksowy „Dobermann” Jana Kounena) – przytłaczał wtedy swoją ekspresją, ale nigdy nie przekroczył cienkiej linii, za którą zaczyna się już błazeńska szarża. Zresztą podobnie jak De Niro Cassel lubi przygotowywać się długo do roli – praca nad „Wrogiem publicznym numer 1” zajęła mu ponoć siedem lat. Efekt jego tytanicznych wysiłków jest za to oszałamiający.