Dziennik Gazeta Prawana logo

Diane Kruger - najpiękniejszy bękart

28 listopada 2007, 17:37
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wymienia się ją wśród najpiękniejszych kobiet świata i porównuje do posągowej Szwedki Grety Garbo. Wkrótce będzie można ją zobaczyć w dramacie francuskim "Dla niej wszystko" i "Bękartach wojny" Quentina Tarantino. O swojej karierze opowiada Diane Kruger.

Diane Kruger: Tak się składa, że na koncie najwięcej mam tych hollywoodzkich. Właściwie zagrałam tylko w jednej produkcji niemieckiej, która na dodatek w praktyce była... francuską. Z Francuzami to w ogóle śmieszna sprawa. Ich uczucia zależą od ostatniego filmu. Jeżeli był dobry, to jestem Francuzką. Jeżeli nie – we Francji traktuje się mnie... jak Niemkę.

Mniejsze filmy oznaczają większą oszczędność czasu. Kręcone są w ciągu kilku tygodni, a zdjęcia do "Skarbu Narodów" trwały cztery i pół miesiąca. Zdarzały mi się całe wolne tygodnie na planie. Przy niskim budżecie aktor ma więcej pracy, musi być bardziej skoncentrowany. Jeden z takich obrazów, "Frankie", kręciliśmy prawie trzy lata, w każdej wolnej chwili, własną kamerą. To chyba najbardziej wyjątkowa rzecz w moim dorobku. Myślę jednak, że dobrze jest spróbować jednego i drugiego.

To chyba mieszanka obydwu tych spraw. Z natury wybór tego zawodu jest decyzją trochę narcystyczną i egoistyczną. Każdą swoją rolą mówisz przecież ludziom: "Patrzcie na mnie!". Kocham swój zawód, ale chyba mam do niego bardzo realistyczne podejście: gram w przeboju, a potem mogę robić, co chcę.

Właśnie tak. W reżyserowanym przez Billiego Augusta "Goodbye Bafana" - opowieści o 27 latach, które w więzieniu spędził Nelson Mandela - zagrałam chyba najtrudniejszą rolę w mojej karierze. Moja bohaterka Gloria Gregory zanim stała się bojowniczką o wolną Afrykę, była zwykłą rasistką, więc początkowo trudno było mi ją polubić. Dopiero kiedy miałyśmy okazję porozmawiać, okazało się, że to dobra i czarująca osoba.

Lubię filmy, z których mogę się czegoś dowiedzieć, bo opowiadają o rzeczach, wydarzeniach z przeszłości. Tak samo jest z decyzją o moim zaangażowaniu w dany obraz. Niewiele wiedziałam o Afryce Południowej, więc zagrałam w filmie o Mandeli. Chciałam pogłębić swoją wiedzę o muzyce klasycznej, wybrałam opowieść o życiu Beethovena. Ale nie wstydzę się, że grałam w "Troi" i "Skarbie Narodów", bo miło wspominam ich kręcenie. Bądź co bądź, dzięki nim miałam okazję odwiedzić też wiele historycznych miejsc. No i bez nich nie byłoby mnie tu teraz. Żeby być znanym, trzeba przynajmniej od czasu do czasu latać za ocean. A ponieważ jestem Europejką, muszę wciąć udowadniać, że się do Hollywood nadaję. Jestem kobietą, więc muszę dowieść, że nie tylko moja twarz czy ciało są powodami, dla których dostaję kolejne role. W zasadzie cały czas muszę coś udowadniać.

Tak. To zabawne, ale i dość przerażające. Dlatego, że to działa w obie strony - czasem ktoś nie chce się ze mną zobaczyć, bo myśli, że zachowuję się jak w moim ostatnim horrorze!

Chciałabym zagrać Romy Schneider. Była piękna, utalentowana i miała to "coś". Czytałam wszystkie jej biografie. Kiedy umarł jej syn, z niej też kompletnie uszło życie. Spotkałam kilka osób, które ją znały. Jedna z nich powiedziała mi, że nigdy nie spotkała kogoś równie nudnego.

Ona żyła dla wielkiego ekranu. A skończyła, płacąc ludziom, żeby tylko poszli z nią na kolację. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję opowiedzieć historię jej życia.

To prawda. Dlatego staram się dobierać przyjaciół, którzy nie mają nic wspólnego z tym biznesem. Miło jest posłuchać, że najważniejszym problemem koleżanki są zbliżające się chrzciny jej dziecka. Dla mnie to namiastka życia rodzinnego. Namiastka, która mi wystarcza, bo potwornie nudzę się, kiedy za długo przebywam w domu między jedną a drugą produkcją. Nie wyobrażam sobie osiedlenia się na przedmieściach z dwójką dzieci i samochodem zaparkowanym w garażu. To dla mnie synonim samo-uduszenia.

Jeszcze jej nie znalazłam. Porozmawiamy za pięć lat, może będę wiedziała coś więcej na ten temat. No chyba, że stanę się pogrążoną w głębokiej depresji alkoholiczką (śmiech). Życie na walizkach nie jest nudne, ale jest trudne. Nie ma się co oszukiwać. Mnie kosztowało stratę męża i wielu przyjaciół, bo trudno rozpadające się związki latami podtrzymywać na odległość. Depresja jest więc nieunikniona.

Rozmawiała Robin Lynch/IFA/ Syndykat Autorów
Opracowanie: Diana Rymuza

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj