Czy akcja „Elitarnych” mogłaby się toczyć gdzieś poza Brazylią?

José Padilha: Nie wiem – to krótka i prawdziwa odpowiedź. Ale mogę spekulować. W Brazylii nigdy nie mieliśmy filmu, który mówiłby o policji z perspektywy samych policjantów. Od lat kręci się takie w np. w Stanach Zjednoczonych czy Francji. Powstały co najwyżej dokumenty, które działania stróżów prawa pokazywały z zewnątrz i rzucały mało znaczące oskarżenia. W „Elitarnych” próbuję wejść w sam środek tego środowiska. Drugi powód to chęć pokazania policjantów nie poprzez wywiady, tak jak to było zazwyczaj, lecz poprzez sceny pokazujące ich codzienne życie – łapówki, korupcję, tortury, zabijanie. Społeczeństwo w Brazylii nie lubi policji bardziej niż jakikolwiek inny naród.

Krąży plotka, że policja wykradła kopię pańskiego filmu, by wstrzymać jego dystrybucję.

To prawda – 11,5 mln widzów obejrzało film na pirackich kopiach. Dyskutowano o nim, narażano się, rozprowadzając go nielegalnie, bo ludzie chcieli zemścić się na policji, która była na tyle głupia, by wykraść kopię, a następnie na jej podstawie próbować nas pozwać i powstrzymać przed pokazaniem filmu światu. Powiedziano nam, że mamy go przemontować, wyciąć sceny pokazujące tortury. Złagodzić jego wymowę. Wiadomo, że gdy coś jest zakazane, ludzie chcą to tym bardziej zobaczyć. To wszystko sprawiło, że film stał się popularny, jeszcze zanim trafił do kin.

Czy policja w Rio de Janeiro wydała jakieś oficjalne oświadczenie po premierze?

Na początku próbowano nas powstrzymać, pozywając do sądu. Sędzia jednak orzekł, że film może wejść na ekrany, gdyż w Brazylii obowiązuje wolność słowa. Sprawa w sądzie nadal jednak trwa. Potem policja próbowała powstrzymać rozpowszechnianie, atakując sprzedawców, którzy wymyślili wtedy genialny slogan reklamowy filmu: „Obejrzyjcie go, zanim go zakażą!”. Atmosfera wokół „Elitarnych” jest bardzo dziwna. Czuję się czasem jak w strefie mroku. Społeczeństwo już uwielbiało ten film, a recenzenci wciąż nie mogli o nim pisać po obejrzeniu nielegalnych kopii, gdyż byłoby to jednoznaczne z przyznaniem się do piractwa. Policja sądziła więc, że pozywając nas, powstrzymają prasę od publikowania oficjalnych recenzji.

W filmie pokazuje pan jednak grupę policjantów, której nie przeżarła korupcja.

To zależy od osobistej hierarchii wartości i tego, co uznajemy za korupcję. Jeśli ktoś uważa, że tortury i zabijanie to nie korupcja, to jego sprawa. Według mnie stawanie ponad prawem jest najgorszą formą korupcji. Owszem, elitarna grupa BOPE nie bierze łapówek, ale one chyba są mniejszym złem niż torturowanie kogoś i zabijanie.

Czy kręcąc ten film małą, podręczną kamerą, chciał pan zniwelować dystans pomiędzy widzem a tym, co się dzieje na ekranie, wprowadzić go w ten świat?

Niektórzy twierdzą, że chcąc być obiektywnym obserwatorem, musimy pozbyć się emocji, nabrać dystansu. Oczywiście to niemożliwe, zawsze patrzymy na świat z własnej perspektywy. Neurolodzy przeprowadzali różne eksperymenty i udowodnili, że jeśli jakiś naukowiec, np. matematyk, ulegnie wypadkowi, który uszkodzi część mózgu odpowiedzialną za emocje, nie będzie mógł normalnie pracować, nawet jeśli racjonalna część jego mózgu pracuje normalnie. Ponieważ emocje są częścią procesu oceniania, nadają rzeczom wagę. Filmowcy pokazują emocje, po czym pokazują spokojną scenę, dając widzom czas na przemyślenie tego, co zobaczyli, a potem znów ich angażują. Według mnie nie trzeba kręcić filmów zgodnie z tą zasadą, gdyż nic nie stoi na przeszkodzie, by widzowie myśleli o danym filmie po jego zakończeniu. Z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej zaangażuje się widza emocjonalnie, nie pozwalając mu na nabranie dystansu, tym więcej myśli o filmie po wyjściu z kina. Jeszcze zanim obraz pokazał się w kinach, napisano o nim osiem prac doktorskich w Brazylii i jedną w Stanach Zjednoczonych. Jak to możliwe, by film, który nie pozwala ludziom myśleć, może generować tyle tez? Podobnie było w przypadku „Miasta Boga” ostro krytykowanego w Brazylii. Na jego podstawie powstało już ponad 50 prac doktorskich.

Dlaczego akcja filmu nie rozgrywa się współcześnie, lecz w latach 90.?

Obecna sytuacja jest w zasadzie dokładnie taka sama i wszyscy w Brazylii o tym wiedzą. Postanowiłem umieścić akcję w roku 1997, by metaforycznie pokazać, że to wszystko jest absurdalne i tak też powinno być odebrane. Wyszukałem więc najbardziej absurdalną operację przeprowadzoną przez policję w Rio de Janeiro, czyli tę przed wizytą Jana Pawła II. Idea była prosta: zabijmy dealerów, by papież mógł spać spokojnie przez jedną noc. Uznałem, że jest to tak absurdalne, iż jeśli przedstawię to w ten sposób na samym początku, widzowie będą wiedzieli, że tak powinni to odebrać.

Czy to prawda, że większość szkół samby w Brazylii wspieranych jest przez dealerów narkotyków?

Nie. W zeszłym tygodniu usłyszałem, że jedna ze szkół była w dużej mierze wspierana przed dealerów narkotyków. Większość szkół wspierana jest przez hazardzistów. To też nie jest w porządku, ale to nie to samo. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że przemoc w Brazylii nie ma podłoża politycznego – nie wywodzi się z lewego ani prawego skrzydła. Gdy nakręciłem swój pierwszy film – dokument „Autobus 174” – byłem komunistą, gdyż chciałem opowiedzieć historię z perspektywy chłopaka z ulicy, który porwał autobus. Teraz dzięki „Elitarnym” stałem się prawicowcem. Pewnie nigdy nie wygram wyborów (śmiech). Przez lata mieliśmy gubernatora, który był dawnym komunistą, po nim władzę przejął prawicowiec, a następnie socjalista. Tylko policja wciąż pozostaje taka sama. Moim zdaniem bezprawie w policji nie ma nic wspólnego z ideologią czy polityką. U jego podstaw są niskie pensje i kiepskie szkolenia, oczekiwanie od funkcjonariuszy, że będą robić coś, na co nie są przygotowani. Jeśli mamy instytucję składającą się z 40 tysięcy osób, z czego 70 proc. jest skorumpowana, to znaczy, że jest coś nie tak z samą instytucją, a nie z ludźmi.

Nad czym pan teraz pracuje?

Teraz robię trzeci film, który opowiada o kongresie i polityce. O tym jak politycy tworzą rzeczywistość. Wiem, że cały obraz można będzie zobaczyć dopiero po obejrzeniu wszystkich trzech filmów, ale nie mogę zrobić jednego filmu o tym wszystkim. To niemożliwe. To jak pisanie rozdziałów książki.