Dziennik Gazeta Prawana logo

Kult maczety

9 sierpnia 2008, 19:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
quot;Munyurangabo quot; - czy pokój w Rwandzie jest trwały
quot;Munyurangabo quot; - czy pokój w Rwandzie jest trwały/Inne
Konflikt w Rwandzie długo czekał na odbicie w kinie. Zanim jednak Rwanda przemówiła własnym głosem, najpierw Zachód musiał uciszyć własne wyrzuty sumienia. „Munyunragabo” to kolejny powrót do wykrwiawiającej się Afryki.

W „Hotelu Ruanda” Terry George w hollywoodzkim stylu opowiedział o bohaterskim zarządcy hotelu udzielającym schronienia uchodźcom przy biernej postawie wojskowych z ONZ. Potem Michael Caton-Jones w „Shooting Dogs” w paradokumentalnej formule zawarł podobną historię katolickiego księdza bezradnego w obliczu masowej masakry dokonywanej na oczach Zachodu.

Debiut Koreańczyka z Nowego Jorku Lee Isaaca Cheunga portretuje Rwandę dziś, gdy ta 14 lat po konflikcie nadal liże wojenne rany. Dwaj wychowujący się na ulicy chłopcy, Gabo i Sangwa, przemierzają kraj, by dotrzeć na wieś, do rodzinnego domu Sangwy. Pobyt tutaj ma być dla Gabo tylko przystankiem na drodze ku zemście. Chłopiec z pomocą przyjaciela zamierza zabić mordercę swojego ojca. Tułający się przez trzy lata Sangwe odnajduje w domu spokój i bezpieczeństwo, godzi się z wymagającym ojcem, Gabo zaś jest w tym świecie elementem obcym. Jest Tutsi. A Tutsi w domu Hutu to wciąż wróg. Etniczne uprzedzenia wciąż są tak silne, że zdolne są zabić przyjaźń, która przetrwała cięższe, wydawałoby się, próby.

Przy okazji Cheung pokazuje w jaki sposób wzorzec męskości, przekazywany z ojca na syna kult siły i przemocy stworzył grunt dla wybuchu etnicznego konfliktu i jak pozorne jest dzisiejsze współistnienie dwóch wrogich społeczności. Pozorny spokój statycznych kadrów podszyty jest niepokojem nerwowych rozchybotanych zdjęć z ręki. W sielskiej przestrzeni co rusz pojawiają się symboliczne pęknięcia, coś wisi w powietrzu. Maczeta w ręku jednego z chłopców odsyła do tragedii sprzed lat, a zarazem zwiastuje czające się niebezpieczeństwo ponownego wybuchu. Cheung opowiada prostą historię subtelnie, oszczędnie, zadaje pytania o sens zemsty, o pojednanie, ale odpowiedzi zawiesza w próżni niedopowiedzeń, niczego nie rozstrzyga, choć kończy zamierzonym dysonansem – wygłoszonym wprost do kamery apelem o pokój. „Munyunragabo” w całości jest właśnie apelem zamkniętym w małym realizmie, uważnej obserwacji, zwyczajności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj