Dziennik Gazeta Prawana logo

Ćwierć wieku z Indianą Jonesem

22 maja 2008, 01:17
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Skórzana kurtka, kapelusz typu fedora, przy pasie rewolwer i bat do poganiania bydła, a w błękitnym oku niebezpieczny błysk... Indiana Jones, jeden z najważniejszych bohaterów kina przygodowego wraca do kin.

Za sukcesem opowieści o profesorze archeologii, który ma w sobie żyłkę poszukiwacza skarbów stoją najlepsi spece od hollywoodzkiej rozrywki. Na pomysł nakręcenia historii o "Bondzie archeologii" wpadł George Lucas, jego pomysły na scenariusz przekuli Lawrence Kasdan i Philip Kaufman, całość wyreżyserował Steven Spielberg, który do roli uroczego twardziela zatrudnił Harrisona Forda. Ale nawet w tak zgranym zespole nie obyło się bez spięć.

Postać Indiany skonstruowana została według najlepszych superbohaterskich wzorów. Niczym Superman ma dwie tożsamości, z jednej strony jest poważnym i trochę nudnym profesorem, który odziany w tweedową marynarkę, z muszką pod szyją i w drucianych okularach wygłasza wykłady na prestiżowym Uniwersytecie Princeton. Ale na zawołanie potrafi przeobrazić się w awanturnika, który czaruje kobiety ironicznym wdziękiem, a przeciwników powala żelazną pięścią i bez wahania staje do walki o biblijną Arkę z szukającymi wunderwaffe nazistami. W dodatku, co nie jest bez znaczenia, w kapeluszu z miękkim rondem wygląda jak Humphrey Bogart, przywołując pamięć złotej ery Hollywood. Większość tych cech zawdzięcza scenarzystom i uporowi reżysera, który nie chciał się zgodzić na oryginalny pomysł Lucasa, by główny bohater był zwykłym playboyem i domagał się pogłębienia jego portretu psychologicznego. Z kolei zasługą producenta było wprowadzenie wątków komediowych, które nadają niewiarygodnym przygodom Jonesa odpowiedniej lekkości.

To właśnie czysto rozrywkowy charakter przygód okazał się tak pociągający dla widzów. Przegrana wojna w Wietnamie i pogłębiający się kryzys gospodarczy przyczyniły się do powstania w latach 70. fali filmów tyleż wybitnych, co konfrontujących widzów z prawdziwymi problemami, wystarczy wspomnieć "M.A.S.H." (1970) Altmana, "Francuskiego łącznika" (1973) Fredkina, "Stracha na wróble" (1973) Schatzberga czy "Taksówkarza" (1976) Scorsese. U progu kolejnej dekady publiczność była spragniona optymistycznych historii, które korespondowałby z rosnącą koniunkturą i przywracały wiarę w klasyczne wartości.

George Lucas świetnie wyczuł te nastroje i dał światu najpierw "Gwiezdne wojny", a potem "Indianę Jonesa" (pierwsza część w 1981 roku), dwie podróże poza szarą rzeczywistość, dwie wielkie trylogie, w których opakował na nowo stare mity. Sam zapewnia, że w jego poczynaniach nie było koniunkturalizmu. Robiliśmy po prostu takie filmy, jakie sami chcielibyśmy oglądać zapewnia. Stworzone przez Lucasa i Spielberga tzw. Kino Nowej Przygody oferowało widowiskowy spektakl, beztroską zabawę i grę z filmowymi konwencjami, stąd tyle w tych filmach humoru oraz puszczania oka do widza.

Pierwsza część przygód zarobiła niemal 400 milionów dolarów, co przy wyjściowym budżecie 20 milionów mogło oznaczać tylko jedno kręcimy dalej. Kolejne części, "Świątynia zagłady" (1984) i najlepsza z całego cyklu "Ostatnia krucjata" (1989), wzbogaciły nie tylko wytwórnię, ale i postać głównego bohatera o kolejne istotne szczegóły. Decydująca okazała się trudna relacja z ojcem, brawurowo zagranym przez Seana Conneryego. Kiedy tata Indyego nazywa go wreszcie Indianą, a nie Juniorem, zaś nasz bohater wybiera mądrość i rodzinę zamiast sławy i przygody, wtedy czujemy, że jako postać osiągnął pełnię Spielberg wyjaśnia kulisy pracy nad postacią. Czego nie dopowiedziały filmy, wkrótce nadrobiły komiksy i gry komputerowe oraz popularny serial telewizyjny o przygodach młodego Indiany Jonesa.

Lucas i Spielberg wykorzystując rodzącą się w latach 80. estetykę postmodernizmu, stworzyli idealny produkt pop-kulturalny, który mieszając wszystko ze wszystkim historię z new ageową mistyką, naukę z religią, przygodę z komedią, a nazistów z krzyżowcami daje przyjemność interpretowania go na wielu poziomach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj