Dziennik Gazeta Prawana logo

Affleck szuka małej Amandy

29 lutego 2008, 13:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Affleck szuka małej Amandy
Inne
"Gdzie jesteś, Amando" to ciekawy debiut reżyserski podupadającego aktora. Ben Affleck niepokoi się o kondycję moralną współczesnej Ameryki. Chciałby jak Clint Eastwood być sumieniem narodu.

Jeżeli wierzyć książkom Dennisa Lehane’a, to nie Nowy Jork czy Los Angeles, ale Boston skupia wszystkie bolączki współczesnej Ameryki. Tak było w rewelacyjnej "Rzece tajemnic" Eastwooda, gdzie mieszkańcy w obliczu osobistej tragedii, pozbawieni wsparcia ze strony państwa, zmuszeni byli wziąć sprawy w swoje ręce. Lehane uchodzi za wybitnego specjalistę od thrillerów, a jego książki to gotowe filmowe scenariusze. Jednak to nie formalna maestria, ale ton moralnego niepokoju przesądza o sile i atrakcyjności tej prozy.

Nie wiem, czy Ben Affleck martwi się o Amerykę, ale o swoją karierę z pewnością tak. "Gdzie jesteś Amando?" to prawie jego reżyserski debiut (15 lat temu popełnił pewną głupią komedyjkę) i pewny sukces, bo żeby zepsuć stworzoną przez Lehane’a historię, trzeba naprawdę się natrudzić. Film opowiada historię prywatnego detektywa Patricka Kenzie (Casey Affleck) zaangażowanego przez rodzinę zaginionej dziewczynki, tytułowej Amandy. Sprawa początkowo wydaje się prosta, a wszystkie tropy prowadzą do wypuszczonej dopiero co z więzienia grupy pedofilów. Ze strony policji sprawę prowadzi bohaterski (sam stracił kiedyś dziecko) kapitan Jack Boyle (Morgan Freeman), jednak stróże prawa (intrygująco zepsuty Ed Harris) wykazują zdumiewającą opieszałość w wyjaśnianiu tajemniczego zniknięcia.

Widać, że Affleck dobrze odrobił lekcje u klasyków społecznego kina od Scorsese po wspomnianego Eastwooda. Boston ma tu zmęczoną twarzą Ameryki, kraju, który zwątpił w siebie. Ten nastrój świetnie podkreślają "matowe" zdjęcia Johna Tolla. Reżyser powoli, ale konsekwentnie przesuwa akcent z fabuły w stronę moralnej refleksji. Grany przez Afflecka detektyw to figura ostatniego sprawiedliwego, który musi podjąć decyzję, która zaważy na życiu wszystkich bohaterów. Państwo, prawo, religia, fundamentalne instytucje amerykańskiej mitologii, które wyznaczały jasne granice dobra i zła, nie zdają egzaminu. Ciężar wyboru spoczywa na jednej osobie.

Niestety, niepokojący i dwuznaczny początkowo bohater Afflecka zmienia się momentami w irytującego skauta. Wszystko jest tu zbyt wykoncypowane, żeby na dłuższą metę przejąć się tą przegadaną historią. Zaskakująca fabuła, świetna obsada to za mało. Pozostaje uczucie niedosytu i cichy żal, na myśl, co z podobnego materiału mógłby zrobić, któryś ze starych mistrzów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj