Jego przyczyną może być pełen goryczy wywiad, którego udzieliła znana tancerka Sarah Lane, dublująca Natalie Portman w scenach tańca. W "Wall Street Journal" wyznała, że to ona występuje w 95 procentach scen baletowych.

Reklama

Lane zdradza także tajemnice produkcji filmu. Mówi, że najpierw filmowano twarz i sylwetkę Portman, a potem to montowano z jej postacią.

Skąd żal tancerki? Sarah Lane uważa, że Portman powinna jej podziękować ze sceny już w momencie otrzymania Oscara. Jest rozgoryczona, że aktorka tego nie zrobiła, a najcieplejsze słowa padły pod adresem producentów i innych ludzi, biorących udział w realizacji filmu. Ona została pominięta.

Po drugie - a to wydaje się być zarzut znacznie poważniejszy od pierwszego - producenci dzieła twierdzą, że Portman większość układów baletowych zatańczyła samodzielnie. Nieoficjalnie wiadomo, że to właśnie - plus niewątpliwe zdolności aktorskie - zadecydowało o jej oscarowym sukcesie. Akademicy nagrodzili przede wszystkim tytaniczną pracę Natalie.

Dlaczego dopiero teraz Lane ujawniła te rewelacje? Jak sama twierdzi, producenci zakazali jej wypowiadania się na temat filmu przed ceremonią rozdania Oscarów.

Partner Portman, choreograf i tancerz Benjamin Millepied (którego Natalie poznała właśnie przy produkcji filmu) twierdzi:

- Szczerze? 85 procent tego filmu to Natalie!

Lane się oczywiście nie zgadza z tą opinią. Jej zdaniem, gdyby chcieć przeliczyć udział Portman w scenach tańca, to wynosiłby on zaledwie około 5 procent.

>>> ZOBACZ TRAILER "CZARNEGO ŁABĘDZIA"