Złośliwi nazywali "Czarnego łabędzia" baletową wersją "Zapaśnika". Niesłusznie – najnowszy film Darrena Aronofsky’ego jest znacznie lepszy niż jego poprzednie dzieło, mocno zresztą (poza genialną rolą Mickeya Rourke’a) przecenione.
"Czarny łabędź" jest nie tylko opowieścią o rywalizacji wewnątrz hermetycznego, zawistnego środowiska – w grę wchodzi główna rola w "Jeziorze łabędzim" – ale przede wszystkim historią narastającej obsesji i budzącego się szaleństwa. Rzecz zaiste godna "Wstrętu" Romana Polańskiego, ale bynajmniej nie wtórna i nie odtwórcza. Wspaniała, oscarowa kreacja Natalie Portman nie przyćmiewa szczęśliwie równie dobrych ról Mili Kunis, Winony Ryder, a zwłaszcza świetnego Vincenta Cassela. Zaś Aronofsky, który od lat pracował na miano mistrza pięknie wystylizowanego bełkotu (w stylu "Źródła"), wreszcie udowodnił, że stać go na wielkie kino.
CZARNY ŁABĘDŹ | USA 2010 | reżyseria: Darren Aronofsky | dystrybucja: Imperial-Cinepix
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane
Zobacz
|