Nie czujesz się wieczną debiutantką? Debiutowałaś razem z Janem Komasą i Maciejem Migasem nowelowym filmem "Oda do radości", teraz znów debiut...

Anna Kazejak: Zrobiłam jeszcze krótkometrażowy "Kilka prostych słów", który też był pokazywany jako debiut w "Kobiecym metrażu". Świetnie jest tak ciągle debiutować, ale myślę, że "Skrzydlate świnie" definitywnie zakończą ten etap. Dobrze jest spojrzeć na ten film w kontekście dwóch pozostałych – tym razem chciałam zrobić coś innego. Tamte obrazy przyniosły mi dużo satysfakcji twórczej, ale rozczarowała mnie liczba widzów, która je zobaczyła. Oczywiście są pewne cechy wspólne łączące wszystkie te filmy, ale w moim zawodzie fascynujące jest to, że można za każdym razem opowiadać nową historię w nowy sposób.

Ten wspólny mianownik to tzw. Polska B?

Pochodzę z mniejszego miasta, to są klimaty, które czuję i rozumiem, i myślę, że w głębi serca jestem wciąż prowincjuszką. Nie jest to kompleks, wręcz przeciwnie – ja to w sobie pielęgnuję, żeby nie zachłysnąć się wielkomiejskością. Interesują mnie rodzinne napięcia i relacje między ludźmi, które powstają w mniejszych skupiskach niż Warszawa.

To Doman Nowakowski przyszedł ze scenariuszem o kibicach?

Nasze spotkanie zaaranżował Michał Kwieciński z Akson Studio. Kiedy przedstawiłam mu zalążek pomysłu na "Świnie", skontaktował mnie z Domanem, który od dawna siedzi w tematyce kibicowskiej. Potem tylko cztery lata wspólnej pracy i już jest film.


Mówi się o tym filmie, że kobieta wzięła się za męski temat, a najbardziej wyraziste w nim są postaci kobiece, np. Olga Bołądź...

Na męskich bohaterów chyba patrzę z większym przymrużeniem oka, są dla mnie wiecznymi chłopcami. W ogóle cały świat przedstawiony w filmie jest światem małych chłopców, a odpowiedzialność za rodzinę czy poważniejsze wybory życiowe to domena kobiet. Mimo iż nie chciałam tym razem opowiadać typowo kobiecej historii z centralną postacią żeńską, to jednak moje serce jest wciąż bardziej przy bohaterkach niż bohaterach.

Chyba nie lubisz szufladki "kino kobiece"?

Nie lubię. I "Świniami" chciałam uciec też przed inną szufladą: reżyser od ciężkich tematów, czarnego Śląska, problematyki społecznej. Wierzę, że można robić zróżnicowane stylistycznie filmy, które cieszą się powodzeniem i wśród krytyków, i wśród widzów. Polskie kino ma tendencję do popadania w skrajności: albo robimy głupie rzeczy komercyjne, albo artystyczne, które nie mają szerszego odbiorcy. Ja wciąż naiwnie próbuję szukać złotego środka.

Teraz znów pędzisz na plan. Fabuła?

Nie, serial – pierwsza polska produkcja serialowa HBO. Na razie tylko tyle mogę powiedzieć. Ten serial będzie dość ekstremalnym wyzwaniem dla widzów, którzy mają określone przez Telewizję Polską i TVN przyzwyczajenia. Mam nadzieję, że to będzie pewna alternatywa i krok ku zmianie obowiązujących standardów.