Na razie gotowe jest tylko debiutanta Ireneusza Dobrowolskiego, pierwszy od czasu "Kanału" Wajdy (1956) kinowy film o tym wojennym epizodzie. Oprócz na odpalenie swoich projektów wciąż czekają filmy (), (nominowanego do Oscara za animowaną "Katedrę") i J. No właśnie, czekają. Dlaczego?
Trzy lata temu Państwowy Instytut Sztuki Filmowej ogłosił . Z imponującej liczby 62 tekstów . Filmy według nich realizować mają Machulski I Gajewski. Potrzebują jednak pieniędzy - odpowiednio . Zebranie takich kwot okazało się niemożliwe. Gajewski: ", a jak przychodzi do konkretów, to ta chęć znika. Nasi decydenci albo nie mają środków, albo za słabą wolę i nie realizują obietnic."
>>> Zobacz rzeź stolicy według Bagińskiego
Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski, jeden z inicjatorów "Hardkoru 44" Bagińskiego, nie ma złudzeń: "Jeśli czegoś nie ma, to najwyraźniej ktoś tego bardzo nie chce."
Zatem ? A może jednak próg finansowy jest nie do przeskoczenia? Zdaniem Agnieszki Odorowicz, dyrektora PISF, wyjściem jest uczynienie z przedsięwzięcia : "Jeżeli na realizacji takiego projektu zależeć będzie wyłącznie filmowcom, PISF i Muzeum Powstania Warszawskiego, to w przyszłym roku będziemy znowu rozmawiali o projektach, które nie powstały" - twierdzi Odorowicz. ", a także dużych polskich koncernów i MON, mało prawdopodobne jest, aby jakiemukolwiek producentowi udało się zgromadzić środki."
Włodzimierz Niderhaus, dyrektor WFDiF, która ma wyprodukować filmy Machulskiego i Gajewskiego zapewnia, że ich : "Zrobię wszystko, aby trafiły na ekrany. Jako syn powstańca traktuję to jako rodzaj zobowiązania. To ogromne przedsięwzięcie, ale te filmy powinny powstać z tysiąca powodów."
Z większym spokojem o finansowej stronie przedsięwzięć myślą młodzi filmowcy. Tomasz Bagiński, choć jego odważny artystycznie i wysokobudżetowy film jest dopiero w powijakach, mówi: "Wolę się skupić na faktycznych wyzwaniach związanych z tym projektem. ."