Dziennik Gazeta Prawana logo

Irlandzki pocałunek

4 lutego 2010, 17:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wojciech Kałużyński
Wojciech Kałużyński/Inne
Komedia romantyczna. Niezbyt mądra, niezbyt oryginalna, ale odrobinę lepsza i bardziej pomysłowa od hollywoodzkiej średniej. "Oświadczyny po irlandzku" od 5 lutego w polskich kinach.

(AKA "Leap Year")
USA 2009; reżyseria: Anand Tucker; obsada: Amy Adams, John Lithgow, Matthew Goode; dystrybucja: Forum Film; czas: 99 min; Premiera: 5 lutego; Ocena 3/6



Nic nowego pod słońcem, choćby się je zamieniło z amerykańskiego na irlandzkie. Anna (Amy Adams), młoda Amerykanka z Bostonu, lekko znudzona faktem, że jej chłopak wciąż nie ma zamiaru poprosić jej o rękę, bierze sprawy w swoje ręce. Anna ma zamiar dotrzeć do Dublina, aby zgodnie z irlandzką tradycją w Leap Day, czyli 29 lutego, oświadczyć się swojemu chłopakowi. Tego dnia musi on powiedzieć „tak”. Niestety, fatalna pogoda krzyżuje jej plany. Ląduje w końcu w Irlandii w zapomnianej dziurze, a do Dublina za słoną opłatą zgadza się ją odstawić pewien cyniczny barman Declan (Matthew Goode). Oczywiście po drodze początkowo niedobrana i szczerze nieznosząca się para z czasem zaczyna się coraz lepiej rozumieć.

Rozgrywa się ta historyjka klasycznie, ogrywając stałe motywy przyciągania się przeciwieństw, mnożąc mechaniczne przeszkody, byle tylko podróż trwała jak najdłużej. Charaktery są z góry określone. Anna – zagubiona romantyczka z aspiracjami, jej narzeczony – nudny pragmatyk zakochany w sobie, Declan – wrażliwiec skrywający dziurę w sercu pod maską cynika. Nic się tu zatem nie zdarza. Ot, kilka niezłych pomysłów, pomysłowych gagów, kilka stereotypowych spięć prowadzących krętą, ale przecież do bólu przewidywalną drogą do happy endu. Słowem sztampa, kicz, wtórność, nuda, konwencjonalna ramota.

A jednak coś ratuje całą tę miłosną eskapadę przed całkowitą klapą – sama Irlandia i irlandzkość. Niby-stereotypowa, rozgrywająca tradycyjną purytańskość, dziką surowość, nieokrzesanie miejscowych farmerów. A jednak ten obrazek rodem z Cepelii – z piciem piwa, zielonymi wzgórzami, mgłą, błotem i deszczem, ksenofobią, krowami blokującymi drogę, obyczajowym konserwatyzmem – jakoś pasuje do kiczowatej ramki. Umiejętnie w nią oprawiony zyskuje barwę, rodzajowy charakterek. Za mało tego uroku, by „Oświadczyny po irlandzku” uratować, ale wystarczy, by nie cierpieć podczas rytualnego walentynkowego wypadu do kina.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj