"Saga "Zmierzch". Księżyc w nowiu"
(aka "The Twigilight Saga: New Moon")
USA 2009; reżyseria: Chris Weitz; obsada: Kristen Stewart, Robert Pattinson, Taylor Lautner; dystrybucja: Monolith; czas: 130 min; Premiera: 20 listopada



Uwielbiam wampiry. Każdy ma bowiem taki rodzaj kiczu, wobec którego pozostaje całkowiecie bezbronny i poddaje mu się z lubością. Na mnie w ten sposób działają opowieści o mitycznych krwiopijcach, czy będzie to arcydzieło takie jak „Dracula” Coppoli, popkulturowa jazda bez trzymanki jak „Buffy postrach wampirów”, czy kiczowata sieczka z cyklu „Underworld”.

Wydawało mi się, że w tym temacie moja odporność jest nieskończona i łyknę wszystko, co twórcy filmowi raczą mi podsunąć. Jednak oglądając „Zmierzch” nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nakręcono, go tylko po to, by małoletnie dziewczynki mogły kochać się w Robercie Pattinsonie. Film bowiem jest tak nudny, że tylko zakochana nastolatka będzie w stanie dotrwać do końca.

Historia uczucia między śmiertelniczką Bellą (Kristen Stewart), a dobrym wampirem (Pattinson), tzn. takim, który wyrugował ze swej diety ludzką krew, pozbawiona jest jakiegokolwiek napięcia czy dramatyzmu, zaś od czasu Buffy i Angela, a zwłaszcza ostatnich sukcesów znakomitego serialu „Czysta krew”, międzygatunkowa miłość też przestała być już ekscytującą nowością fabularną. Ot, jeszcze jedna filmowa opowiastka o młodzieńczych problemach z komunikacją i towarzyszącemu dorastaniu poczuciu inności, podlana dla smaczku sosem z wampirzej mitologii.

Jednak jak zapewniają aktorzy i reżyser Chris Weitz (m.in.: „American Pie”, „Złoty kompas”) pierwsza część była tylko przygrywką i prawdziwa jazda zacznie się wraz z „Księżycem w nowiu”, kontynuującym dzieje Belli i wampira Edwarda. Obiecują bardziej dynamiczne tempo akcji i głębsze kwestie, które nurtować będą bohaterów.

Zarys fabuły jest dobrze znany czytelnikom cyklu Stephenie Meyer: Edward, by chronić Bellę, porzuca ją i wraz rodziną wyprowadza się z miasteczka, pogrążona w rozpaczy dziewczyna zbliża się ze swoim indiańskim przyjacielem Jacobem, na scenę wkraczają też wilkołaki i wampirza arystokracja Volturi, pełniąca rolę strażników pieczęci.

Nastoletnie fanki dostaną też nowego idola: wysuwającego się na pierwszy plan Indianina Jacoba, który epatować będzie "wyrzeźbionym torsem i potężnym bicepsem" - jak z dumą podkreśla grający go Taylor Lautner od czasu poprzedniego filmu przybyło mu kilkanaście kilo pięknie ukształtowanej masy mięśniowej.

Oby nie była to jedyna zaleta filmu.

p