"Opowieść wigilijna" (aka "A Christmas Carol") USA 2009; reżyseria: Robert Zemeckis; obsada: Jim Carrey, Gary Oldman, Colin Firth, Robin Wright Penn, Bob Hoskins; dystrybucja: Forum Film; czas: 96 min; Premiera: 20 listopada; Ocena: 4/6
Reklama



Fabułę znają wszyscy: oto podły lichwiarz Ebenezer Scroodge, którego ulubione powiedzenie brzmi „Święta to humbug”, w wigilijną noc zostaje nawiedzony przez upiora swojego dawnego wspólnika Jakuba Marleya, który ostrzega go przed wiecznymi mękami, spotykającymi po śmierci takich jak oni. Po jego wizycie skąpca nawiedzają kolejno duchy minionych, obecnych i przyszłych Wigilii, dzięki którym Scroodge przejdzie duchową przemianę.

Trudno doliczyć się ile razy ekranizowano „Opowieść wigilijną”. Biorąc pod uwagę wszelkie adaptacje telewizyjne i kinowe źródła podają liczbę 20, jednak te które uwzględniają również wariacje na jej temat mówią nawet o 80 filmowych wersjach opowiadania Dickensa. Za najlepszą, przynajmniej wedle brytyjskich rankingów, od lat uchodzi ta zrobiona przez Briana Desmonda w 1951 roku z Alistairem Simem w roli Scroodge’a, którą niczym TVP „Potop” nadają w każde święta stacje telewizyjne na Wyspach. Pomijając oczywisty potencjał komercyjny tego świątecznego evergreenu, który pewnie leży u podstaw wielu z adaptacji Dickensa, jego wizyjny tekst jest kuszącym kaskiem dla wszystkich twórców, którzy lubią w kinie popisywać się nowinkami technicznymi.

p

Robert Zemeckis od lat przede wszystkim szuka w swoich filmach możliwości wykorzystania nowych technologii. Z wytwórnią Disneya pracował ostatni raz pod koniec lat 80. przy na tamte czasy bardzo nowatorskim, łączącym występy aktorów z animacją, filmie – „Kto wrobił Królika Rogera?”. Od kilku lat skupił się na doskonaleniu technologii motion capture (animacja komputerowa powstająca na bazie zarejestrowanej gry aktorów), którą przed „Opowieścią wigilijną” wykorzystał w „Ekspresie polarnym” i „Beowulfie”. Czy to jeszcze kino to pewnie temat na odrębną dyskusję jeśli nie na naukowe opracowanie. Pewne jest, że widz siedzi przed ekranem olśniony tym, co z połączenia gry aktorskiej i komputera w trójwymiaru potrafi wyczarować Zemeckis.

Dzięki nowoczesnym środkom reżyser mógł dorzucić do staroświeckiej opowieści trochę współczesnej wyobraźni. Nawiedzające Scroodge’a duchy wizualnie są popisem nie tylko możliwość technicznych, ale też nieograniczonej fantazji reżysera: Duch Minionych Wigilii wygląda jak gadający świecznik z disnejowskiej „Pięknej i Bestii”, Obecnej przypomina olimpijskiego boga, a upiór będący Duchem Przyszłej Wigilii (wszystkie gra Jim Carrey) i duch Jakuba Marleya (świetny Gary Oldman) mogłyby spokojnie dostać role w kolejnej przerażająco-odjechanej produkcji Tima Burtona. Pozostając wiernym tekstowi Dickensa Zemeckis pozwolił sobie na intertekstualne wycieczki – a to nawiązuje do klasycznej sceny z „E.T.” na tle księżyca, a to stylizuje trochę postać ducha na dementorów znanych widzom „Harry’ego Pottera”.

Doprowadzając do perfekcji technologię motion capture dał szansę rozwinąć skrzydła aktorom, którzy wszyscy wypadają w „Opowieści wigilijnej” fantastycznie, a Scroodge w interpretacji Jima Carreya to majstersztyk. Okazuje się, że i do tyle razy przerabianego na wszelkie sposoby tekstu można jeszcze coś dodać.