"Rewers"
Polska 2009; reżyseria: Borys Lankosz; obsada: Agata Buzek, Krystyna Janda, Anna Polony, Marcin Dorociński; dystrybucja: Syrena Films; czas: 88 min; Premiera: 13 listopada; Ocena: 5/6


Borys Lankosz utrwala zapomniane kształty i twarze. W swoim „Kazimierzu zamkniętym” (2004) skonfrontował ludyczny charakter najmodniejszej dzisiaj dzielnicy Krakowa z tragiczną pamięcią przeszłości jej mieszkańców. W innym filmie, „Polacy, Polacy” (2002), operator Marcin Koszałka ocalał od zapomnienia wyrafinowane fotografie autorstwa Krzysztofa Gierałtowskiego - twarze Lema, Szymborskiej, Mrożka, Wyrozumskiego. W filmie nie zobaczyliśmy jednak sławnych bohaterów, usłyszeliśmy ich głosy. Z innego, (lepszego?) świata.

W tę strategię wpisuje się również „Rewers”. Krytycy piszą że film jest nawiązaniem do „polskiej szkoły filmowej”. Jeżeli nawet tak jest w istocie, jest to nawiązanie bardzo szczególne. Zarówno reżyser, jak i autor scenariusza, Andrzej Bart, zdawali sobie sprawę, że umieszczając tę opowieść w scenerii lat 50. ubiegłego wieku, wzbogacając ją o fantastyczne, w dziewięćdziesięciu procentach dwubarwne, czarno-białe zdjęcia Marcina Koszałki, wpisują film w konkretny historyczny kontekst. Ale ponieważ powrót do matryc polskiej szkoły filmowej nie jest już możliwy, autorzy „Rewersu” dokonali przewrotnego zabiegu stylistycznego. Pokazali tragikomiczną, w gruncie rzeczy bardziej komiczną niż tragiczną story, z punktu widzenia kogoś, kto jak gdyby utkwił w tamtych czasach, zaklinował się w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, i kompletnie nie zauważa zachodzących zmian. Takie podejście pozwoliło przyjrzeć się najczarniejszym z możliwych barw epoki z pozycji surrealnego zaskoczenia. Lankosz zdaje się powiadać: byłem tam, wszystko widziałem, na żywo nie wyglądało to tak strasznie, jak w opisie.

Podobnie jak w wielu amerykańskich produkcjach, np. „Daleko od nieba”, „Good Night, and Good Luck”, czy w „Dobrym Niemcu”, chodzi tutaj o formalną stylizację: od samej materii filmowej, do wierności scenograficznej i kulturowej, ale także o szerszy trend emulacji niedawnych epok wszystkimi możliwymi środkami dostępnymi dla współczesnych mediów wizualnych.

Inna sprawa, że Bart z Lankoszem udowodnili, że o naszej historii, „męczeńskiej historii narodu polskiego”, można opowiadać bez prowokacji, za to z ironią cienką jak mgiełka. W „Rewersie”, podobnie jak w całej prozie Barta, dominuje także kod intertekstualny. Fikcyjni bohaterowie mają znamiona postaci rzeczywistych (to wielka frajda wyłapywać w trakcie seansu tego typu niuanse), a filmowa gra dotyczy również kontekstu gatunkowego. „Rewers” jest bowiem wspaniale skonstruowaną hybrydą, w której jest trochę „filmu noir”, bardzo dużo komedii rodzajowej, odrobinę thrillera, a nawet horror. Wszystko odpowiednio dozowane, elegancko i z klasą przyprawione, w swojej kategorii – po prostu znakomite. To bez wątpienia jeden z najbardziej udanych debiutów filmowych w ostatnich kilkudziesięciu latach. Niespodzianka? Niekoniecznie…

p