Dziennik Gazeta Prawana logo

Christian Slater: trochę Jekyll, trochę Hyde

6 listopada 2009, 11:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Christian Slater był skazany na showbiznes. Jego ojciec jest aktorem, matka - szefową castingów, a siedmioletni Christian Michael Leonard Hawkins zadebiutował w telenoweli „Jedno życie dla przeżycia”. Rola w „Imieniu róży” przyniosła mu popularność, złe zachowanie i słabość do używek - miano złego chłopca Hollywoodu. Po latach pracy w kinie i teatrze 40-letni gwiazdor spróbował sił w produkcji telewizyjnej. W serialu NBC „Mój śmiertelny wróg” zagrał współczesną wersję doktora Jekylla i pana Hyde'a

Nie, ale bardzo mi się to podoba.

To praca z moich marzeń. Na początku zdjęć trochę się denerwowałem, bo nie byłem pewien, jak mam zagrać przemiany moich bohaterów. Okazało się, że wszystko zostało dokładnie zaplanowane i w niektóre dni gram Henryego, a Edwarda w pozostałe. To zabawne i eksytujące jednocześnie. Ale też daje mi niezłego kopa. Jestem przecież w ciągłym ruchu.

Oczywiście. Wieloktornie wcielałem się w różne postaci. Zawsze jednak udawało mi się odzielać pracę od rzeczywistości. Tym razem jest o tyle ciekawiej, że gram dwie osoby równocześnie. Na dodatek „Mój śmiertelny wróg” to ten rodzaj widowiska, w którym nigdy nie wiesz co jest prawdą, a co nie.

W pewnym sensie przygotował mnie na to pobyt w Londynie, gdzie przez całe tygodnie grałem dzień po dniu tą samą rolę w teatrze. Lubię takie życie. Czasem kiedy robisz film i musisz siedieć w przyczepie w oczekiwaniu na kolejne ujęcia przez siedem, osiem godzin dziennie, jesteś o wiele bardziej wyczerpany. Tu nie ma chwili na siedzenie i myślenie. Praca nad serialem jest jak jazda bardzo szybkiem pociągiem.

I zakochałem się w Londynie. Teatry są tam wspaniałe. Moje dzieci mieszkają w Los Angeles, ale praca wydaje się wzywać mnie cały czas na drugi brzeg oceanu. Londyn jest zupełnie inny niż LA, gdzie wszystko robi się według harmonogramu, a ludzie myślą tylko o sobie, o własnym interesie.

Są pewne małe różnice. Jak smaczki dodawane przez scenarzystów. Choćby to, że Edward jest bardziej pewny siebie. I – w przeciwieństwie do praworęcznego Henryego – pisze lewą ręką.

Nie. Za to codziennie wieczorem zajadam się spaghetti bolognaise i moimi ulubionymi doritos.

Praca nad serialem jest jak chodzenie do biura – wszystko zgodnie z grafikiem, dokładnie zaplanowane. Dzięki temu mogę spędzać sporo czasu z dziećmi. W przyszłym tygodniu planujemy wędkowanie.

Nie takiego znowu poważnego. Ale gdybym się w odpowiednim momencie nie opanował, nie doczekałbym czterdziestych urodzin. A tak właśnie rozpoczynam nowy etap w życiu. Kiedyś wydawało mi się, że czterdziestka to nieosiągalna granica.

Rozmawiał Dave Waldon/IFA/Syndykat Autorów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj