Inne
Reklama
"Nigdy nie mów nigdy"
Polska 2009; reżyseria: Wojciech Pacyna; obsada: Anna Dereszowska, Jan Wieczorkowski, Edyta Olszówka, Anna Romantowska; dystrybucja: Kino Świat; czas: 100 min; Premiera: 6 listopada; Ocena 1/6


Magdalena Michalska, krytyk filmowy "Dziennika Gazety Prawnej", o filmie:

W domach z betonu nie było wolnej miłości, a w domach ze szkła nie ma jej w ogóle. Przynajmniej tej między mężczyzna a kobietą. Jest za to niezrozumiała, atawistyczna potrzeba rozmnażania się, okraszona masą uprzedzeń, przesądów i uproszczeń. Scenariusz „Nigdy nie mów nigdy” jest jak strzelba, która ma nigdy nie wystrzelić. Już, już bohaterowie mają powiedzieć coś ważnego, już już ma się zdarzyć coś, co objaśni nam ich wybory… i nic.

Ama (co to za imię?!) jest headhunterką. Najlepszą w swojej branży. Twardą i bezwzględną. Dawno temu rozstała się z szefem agencji, w której pracuje. Od tamtej pory interesuje ją wyłącznie anonimowy seks bez zobowiązań, a czas między pracą a polowaniem na młode ciałka wypełniają jej wizyty u ginekologa. Ama bowiem, bardziej niż czegokolwiek, pragnie dziecka. Ze smutnej miny pana doktora i zaciśniętych w ciup usteczek pań z ośrodka adopcyjnego szybko zorientujemy się, że to marzenie będzie spełnić trudno.




Chyba najbardziej nienawidzę udawania. A „Nigdy nie mów nigdy” (twórcy Bonda pod tym samym tytułem powinni odnaleźć producentów tego kitu i srogo się zemścić) nie tylko jest filmem złym, ale bezczelnie udaje, że jest czymś więcej niż tylko kolejnym produkcyjniakiem komediowo-romantycznym (trzeba nie mieć w ogóle samokrytycyzmu, by cytować w czymś takim Eisensteina). Banały o tym, że wszyscy chcemy być kochani, a nikt kochać nie potrafi, twórcy filmu próbują sprzedać pod płaszczykiem dramatu o współczesnych pogubionych 30-latkach.

Nadzieję, że tego typu kino będzie choć minimalnie oryginalne porzuciłam dawno temu. Ale żeby nawet pomysły obsadowe powielać to już trochę ponad moje siły. Główną rolę w „Nigdy nie mów nigdy” gra Anna Dereszowska. Jej przyjaciółkę – samotną matkę dorastającego chłopca – Edyta Olszówka, sparowana tutaj z Robertem Więckiewiczem. Znacie? Znamy, znamy i ziewamy, bo „Lejdis” już oglądaliśmy i za powtórkę dziękujemy. Inna sprawa, że oglądając film Pacyny miałam ochotę złożyć pismo w Komisji Języka Polskiego o wymyślenie nowego czasownika określającego tego typu występy aktorów, bo nazwanie ich graniem jest mocną przesadą.

Jakby przypadkiem znalazł się tu jeden bardzo udany wątek: matki głównej bohaterki (Anna Romantowska). Rodzicielki, jakich miliony chowają się w naszym pięknym kraju, takiej która na potrzeby krewnych i znajomych gotowa wymyślić upiorną historię o lotniku, który zginął w wypadku niż przyznać, że córka jest samotna matką z wyboru. Ten jeden udany epizodzik nie usprawiedliwia w żaden sposób wprowadzenie do kin tego półtoragodzinnego koszmaru.