"Incepcji" Nolana nawet DiCaprio nie ratuje
Christoper Nolan to reżyser, który do tej pory wszystko potrafił obrócić w złoto. Jego filmy nie tylko zarabiały krocie. Miały też oryginalny pomysł, sznyt i odwagę. W „Incepcji” widać świetny warsztat, ale błysku zabrakło.
- "Tak to się teraz robi" - historia miłosna z tłem
- DiCaprio prześladowany przez szaloną wielbicielkę
- DiCaprio w nowej ekranizacji "Gatsby'ego"
- "Incepcja" (Inception), reż. Christopher Nolan - trailer
- Cillian Murphy znów walczy z Batmanem
- Cillian Murphy i Tim Roth zaopiekują się 11-latką
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mam wrażenie, że po sukcesach obu zrobionych przez siebie „Batmanów” Nolan nabawił się syndromu prymusa. Przecież kosztowne zabawki, za pomocą których zrobił „Incepcję”, nie spadły mu z nieba. Dostał je za dobre sprawowanie (dochody z jego „Batmanów” przyniosły Warnerom ogromne zyski) i chciał udowodnić, że na nie zasłużył. Niby więc robił projekt autorski, bardziej ryzykowny niż kolejny sequel hitowego komiksu, ale nie odważył się nakreślić go w pełni własnym charakterem pisma. Nagiął kark dla mas, poszedł w uproszczenia i banały. I paradoksalnie, w jego autorskiej „Incepcji” więcej jest koniunkturalizmu niż w blockbusterowym „Mrocznym rycerzu”.
Sama koncepcja filmu, która klarowała się przez dziesięć lat, jest dość ciekawa. Oto Cobb (Leonardo DiCaprio) – ścigany w USA listem gończym złodziej – ukrywa się w Japonii, pracując na zlecenie wpływowego biznesmena pana Saito (Ken Watanabe). Od razu trzeba dodać, że profesja Cobba nie jest zwykłym obrabianiem sejfów. Nasz bohater włamuje się, ni mniej, ni więcej, tylko do ludzkich snów, dokonując z nich tzw. ekstrakcji, czyli wykradania tajnych informacji.
Pan Saito ma dla niego niestandardowe zlecenie: zamiast coś zabrać, Cobb ma tym razem zostawić coś w jaźni swojej ofiary (to właśnie tytułowa incepcja). Ofiarą ma być właśnie przejmujący władzę w korporacji zagrażającej panu Saito, Robert Fischer (Cillian Murphy). Przedsięwzięcie to wyjątkowo trudne, wymagające wejścia w dużo głębsze pokłady snu niż zwykła ekstrakcja. Dlatego Cobb nie idzie na akcję sam. Towarzyszy mu ekipa specjalistów przypominająca paczkę Danny’ego Oceana. W zamian za incepcję Cobb ma mieć wyczyszczone papiery, wrócić legalnie do Stanów i połączyć się z rodziną.
Ale… (zawsze jest jakieś „ale”) bohater będzie musiał dać sobie radę nie tylko z samą misją, lecz także z własną przeszłością, która wraca do niego pod postacią zmarłej żony Mal (Marion Cotillard – oscarowa Piaf), sabotującej włamania małżonka. Oczywiście sekret, który tkwi w relacji małżeństwa spotykającego się w cudzych snach, będzie kluczem do powodzenia akcji.
Piętrowymi komplikacjami fabularnymi (niekiedy trudnymi do nadążenia) Nolan próbuje przykryć pustkę swojego filmu. Bo oczywiście dzieje się wiele, czasem za wiele, ale do jakich sensów to dzianie się prowadzi? Niestety banalnych i najprostszych. Może gdyby reżyser zrobił „Incepcję” 10 lat temu, bez wszystkich technologicznych zabawek, bardziej skupiłby się na treści. A tak jego film sprawia wrażenie zrobionego przez dziecko, które pierwszy raz jest w sklepie z zabawkami i chce choć przez chwilę pobawić się każdą. Tu rzucony pomysł, tam cytat z innego filmu, tu efekcik, tam wybuch.
Oczywiście niczego nie brakuje „Incepcji” wizualnie. Na tym poziomie jest absolutnie perfekcyjna. Na pozostałych ma już duże braki. Chyba najboleśniejszym z nich jest brak suspensu: zbyt szybko orientujemy się, co mogło się wydarzyć między Cobbem a Mal (dość nachalnie ustawionych jako Orfeusz i Eurydyka ery hi-tech), a sama misja incepcji toczy się jak w podręczniku podstaw scenariopisarstwa. Trudno tu kibicować bohaterom wydmuszkom (i to robi facet, który dał osobowość Jokerowi!), szybko zapominamy, o co idzie ta gra, wzruszyć też się nie ma jak, bo cały konflikt jest tu jakiś strasznie papierowy. Pozostaje natomiast dojmujące wrażenie, że większość z tego, co zobaczyliśmy na ekranie, nie miało sensu i nie trzymało się kupy. Dobre SF tymczasem powinno właśnie zmuszać widza, by na chwilę uwierzył, że coś takiego może się kiedyś zdarzyć.


















































~Kama2012-01-04 14:50
Moim zdaniem film jest dość dobry. Fakt, trzeba się na nim skupić, by zrozumieć, bo nie jest to film w którym wszystko podane jest na tacy. Sama wyszłam z kina zaintrygowana i nie co oszołomiona. W niedzielę hbo ma puszczać Incepcję, więc wtedy jeszcze raz, na spokojnie, prześledzę akcję. I uda mi się wyłapać więcej wątków.
~Kacper Z.2010-09-28 14:29
Na tym forum jest taka sama sytuacja jak po moim wyjściu z sali kinowej po opisywanym filmie, część zachwycona, łącznie ze mną (nie ukrywam), część oburzona, bo oni nic z tego filmu nie rozumieją... Wystarczyło z uwagą śledzić akcję żeby przekonać się że nie trzeba być geniuszem aby zrozumieć Incepcję. Fakt, o gustach się nie dyskutuje, ale coraz częściej w naszym pięknym kraju dochodzi do masowego zjawiska zabierania głosu przez osoby co najmniej niekompetentne, żeby nie powiedzieć - głupie. Dlaczego na to pozwalamy? W recenzji nie ma odrobiny prawdy, oczywiście poza przybliżoną koncepcją filmu, szkoda tylko że nikt w Polsce nie wartościuje dziennikarzy recenzentów, i szkoda że w naszym kraju każdy może pisać to co chce...(i nie jest to atak na wolność słowa, lecz apel o przemyślenie swojej wypowiedzi pisemnej jak i ustnej, a już tym bardziej haniebne jest pisanie artykułów lub recenzji "pod kogoś" lub za pieniądze...)
~legionista2010-09-09 07:43
to prawda, film pomimo świetnego warsztatu jest głupawy, a kwestie jakie wygadują postacie pod koniec filmu to takie mambo-jambo jakiego już dawno nie słyszałem, chyba że w polskich filmopodobnych produkcjach. Poza tym te ciągłe strzelaniny i pogonie zupełnie bez sensu i suspensu, pod koniec filmu malo mnie obchodziło czy im się uda i ten twist na końcu kiedy nie wiadomo czy to sen czy jawa też w gruncie rzeczy jest bez znaczenia.
~Olaf2010-08-22 01:03
Napiszę tylko tyle:
Cobb nie był ścigany w USA za złodziejstwo i nie przypominam sobie żeby UKRYWAŁ się w Japonii
Cóż... może oglądałem inny film
Pozdrawiam wszystkich i życzę miłych snófff ;)
O kompetencjach Pani Michalskiej będę milczał, może niech sobie (bez obrazy, kto oglądał film ten będzie wiedział) puści bączka ;)
~profesorpro2010-08-10 13:39
kretynka
~piotrek2010-08-10 11:01
Skrocilbym artykul co najmnej o polowe. A film jest bardzo dobry ale trudny w odbiorze - efekty specjalne - pierwsza klasa.
~Lorca2010-08-09 19:15
Zgadzam się z recenzją tej pani, absolutnie i cieszę się, że nie muszę pisać receznji ,bo ta Pani wytraziłą wszystko co chiałem powiedzieć.
~benek2010-08-06 20:55
Zgadzam się z autorką artykułu. Pan reżyser pogubił się w tym piętrowym świecie fabularnym, popadł w filmowy bełkot. Stylistyka przy tym strasznie prosta, nadęta, sztuczna - film fatalny, strata czasu i dwóch dyszek na bilet.
~nosiwoda2010-08-05 12:54
To, że Pani nie zrozumiała filmu, nie znaczy, że jest on pusty...
~swiety2010-08-04 21:05
moja "łyzka dziegciu na chlebciu "
film za długi tak jak i "most za wysoki" ;) swietny pomysl - naprawde ciezko czyms po matrixie rzucic na kolana a tutak calkiem calkiem. W jednym z dialogow pada takie przeslanie ktore laczy "wszczepianie mysli" z dzialaniami koncernow (mysli i idee sponsorowane kojarza sie na 1 strzal) i to jest niezłe do przemyśleń...
ale film rozciahnieeeeeeeety i efekciarski. Pod koniec zdretwiala dupa od siedzienia i zal ze pomyslu nie przelozono na cos "prawdziwszego" (w shutter island relacje glownego bohatera do zony byly mocniejsze prawdziwe - tutaj chyba czegos podobnego brakuje)
generalnie warto ale bez zbierania szczeki z ziemi. mocne 3+ na 5 (5 to matrix ;))))
pozdrawiam
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!