Zakazany owoc
"Klasztor. Pan Vig i zakonnica" opowiada o spotkaniu dwóch światów: starości i młodości, duńskiej depresji i rosyjskiej witalności, sacrum i profanum.
- Bajkowi niepełnosprawni
- Makabra w polskich kinach
- Co, gdzie, kiedy - tylko dla kobiet
- Rusza Festiwal Filmy Świata Ale Kino
- Stylowy horror według prozy Stephena Kinga
- Nietypowy "dokument na żywo" otworzy 8. festiwal Planete Doc
- Tych dokumentów nie możesz przegapić
- Króla mody strach przed samotnością
-
Yves Saint Laurent – geniusz w depresji
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Vig ma także wielkopański i ekscentryczny gest. Chce, by w zrujnowanym zamku, w którym mieszka, powstał prawosławny kościół. Ale kiedy po zgodzie patriarchy Rosyjskiej Cerkwi do Danii, na czele całej wesołej ekipy, przyjedzie rezolutna i pewna swoich racji prawosławna siostra Ambrosija, od razu będzie wiadomo, że na święty spokój, boski czy świecki, Vig raczej nie będzie mógł liczyć. Uparta i uśmiechnięta zakonnica zderzy się bowiem z krnąbrnym i złośliwym staruszkiem mizantropem. W końcu jednak ona odnajdzie w nim jasność i dobroć; a on zrozumie, że świętość to nie tylko klęcznik i modlitwa.
Wielokrotnie nagradzany dokument Gronkjaer (Amsterdam, Sundance, Grand Prix Planete Doc Review) ma wszystkie cechy wspaniałego kina: wyrazistych, zapadających w pamięć bohaterów i atrakcyjną historię. Czasami jest gorzki i ironiczny, najczęściej jednak wzruszający. Na taki efekt w dokumencie pracuje się bardzo długo. Istotnie, młoda reżyserka spędziła z bohaterami sześć lat. Udało się wspaniale pokazać, że każda zmarszczka charakteru Viga wynikała tylko z jego pomarszczonej przeszłości. Najbardziej przejmujące w filmie są wyznania, w których bohater mówi, że - poza ojcem - nikogo nie kochał. Miłość to dla niego tylko słowo.
Twarde i nieprzyjemne, oznaczające dziwny, zakazany owoc, którego zawsze bał się zerwać. Dzisiaj jest dla niego robaczywy, ma smak rozczarowania. Vig mówi o samotności, wybrakowaniu, ale zaraz potem z czułością przywołuje małe kotki, albo - pociesznie kiwając głową - próbuje zrozumieć abstrakcyjny świat i abstrakcyjne pomysły wesołej zakonnicy. Dlatego kiedy w finale filmu, bardzo ostrożnie, Vig jednak się uśmiecha, czujemy, że pomimo wszystkich deklaracji, udało mu się zerwać tamten dobry owoc. Był bardzo smaczny.
Gronkjaer powiodła się w tym niezwykłym dokumencie rzecz szczególna: reżyserka ocaliła jedno małe życie. Ale siła takich filmów polega przecież na tym, że małe życie Pana Viga zobaczą teraz inni rozczarowani, zakompleksieni i zdziwaczali marzyciele. Być może zrozumieją, że ich marzenia także mogą się spełnić. Zasłużyli na uśmiech.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!