Gabinet doktora Parnassusa
- "Parnassus"
- Tak się rodziła tragiczna legenda Ledgera
- Serbowie wykuli pomnik Johnny'ego Deppa
- Johnny Depp sfilmuje gitarzystę Stonesów
- Hollywood przeniosło się do Łodzi
- Oto najlepsze filmy Plus Camerimage
- Może cały ten "Parnassus" to kłamstwo
- Kamera na operatora - startuje Camerimage
- Złota Żaba 2009 szuka właściciela
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Widać, że w momencie śmierci Ledgera film był rozgrzebany i trzeba było wymyślać wszystko na nowo. Pomysł na
wprowadzenie zastępujących go gwiazd się jako tako broni: każdy, kto przekracza magiczną barierę zmienia swoją fizyczność na kształt własnego wyobrażenia. Tyle, że z ciągu frenezji
przestaje w końcu cokolwiek wynikać. Na ekranie kontrolowany chaos zamienia się w mętlik luźno rzucanych na wiatr myśli i symboli. Cała historia zaczyna niebezpiecznie balansować na progu
czytelności, a kakofonia ekscentrycznych pomysłów i pozornych znaczeń wyłazi z jakichkolwiek ram.
Za wiele chciał Gilliam powiedzieć na raz i w efekcie powiedział za mało. Opozycja sztuki sprowadzonej do roli towaru i tej wynikającej z nieskrępowanej ekspresji wybrzmiewa przekonująco,
spuentowana w finale pięknym manifestem powrotu do szamańskiej prostoty zdolnej wywoływać te same wzruszenia jak monumentalne spektakle. Podczas rozmowy z diabłem, Parnassus mówi, że świat
istnieje właściwie dzięki opowieści. Dzięki temu, że w każdej sekundzie ktoś snuje jakąś opowieść. I takim hymnem na cześć snucia historii jest właśnie
„Parnassus”. Tyle, że pękniętym, niedokończonym, bo historia się właśnie Gilliamowi wymknęła, rozsypała i nie zdołał jej pozbierać na nowo.










































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!