"Avatar" - spełniony sen Jamesa Camerona
Król monumentalnej rozrywki, twórca "Terminatora" i "Titanica", po kilkunastu latach przerwy powraca do kina. Jego najnowsze dzieło "Avatar" ma zapoczątkować erę nowej jakości w kinematografii. Cameron znów chce wdrapać się na szczyt dotąd niezdobyty i pomachać z góry tym, którzy nie wierzyli w spełnienie jego wizji.
- "Avatar"
- Nowy film Camerona staranował konkurencję
- Cameron ma chęć na jeszcze dwa "Avatary"
- Na Zachodzie bez zmian - "Avatar" górą
- "Avatar" wciąż numerem jeden
- James Cameron obiecuje powrót na Pandorę
- "Avatar" pokonał Sherlocka Holmesa
- Kino Jamesa Camerona, jak sen przyszłości
- Hit Gwiazdki będzie hitem wszech czasów?
- 10 najlepszych filmów i seriali w USA
- "Avatar" nie będzie niezjadliwym gniotem
- To pewne! Te niebieskie elfy podbiją świat
- "Astro Boy"
- Leonę Lewis czeka kariera Celine Dion
- "Avatar" najlepszy. Zatopił "Titanika"
- Lewis z szansami na Oscara za piosenkę
- Ten film pobije rekordowego "Titanika"
- "Planeta 51"
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kariera pioniera
Dziś celem Camerona stało się udowodnienie światu, że przyszłością kina są trzy wymiary. Oznajmił, że już nigdy nie nakręci "zwyczajnego", to znaczy płaskiego filmu. Uważa, że nawet kameralne dramaty obyczajowe powinny być realizowane w 3D i zapowiada, że jest gotów taki nietypowy dla siebie, skromny obraz wyreżyserować. Tylko po to, by udowodnić, że ma rację. A Cameron lubi mieć rację. I lubi być pionierem. Właściwie od początku kariery reżyserskiej bardziej niż opowiadanie historii interesuje go przekraczanie granic, udowadnianie, że potrafi dokonać tego, co inni uważają za niewykonalne. Tylko to jest w stanie zaspokoić jego ego, o którym w Hollywood mówią, że jest większe od statku "Titanic", którego jedyny rejs rozpisany na melodramat przyniósł mu w 1997 roku gigantyczny sukces.
Ale też okazał się "Titanic" przekleństwem Camerona. Ten film zarobił w kinach prawie dwa miliardy dolarów, zgarnął jedenaście Oscarów. Cameron mógł już do końca życia odcinać kupony. Problem w tym, że choć mógł dostać niemal dowolny budżet na kolejną produkcję, sam siebie wpędził w pułapkę. Zgodnie z jego własnym mottem każdy kolejny film powinien być bowiem lepszy od poprzedniego i odnieść jeszcze większy sukces. A sukces "Titanica" można było przebić tylko, przenosząc na ekran sen o baśni nie z tej planety, który prześladował Camerona od jakiegoś czasu, ale którego środkami techniki z końca lat 90. nie dało się zrealizować.





























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!