"Opowieść wigilijna"

Najczęściej ekranizowany klasyk bożonarodzeniowych opowieści o starym i zgorzkniałym sknerusie, którego zlodowaciałe serce topi się pod wpływem wizji przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, roztaczanych przez trzy złowrogie zjawy.

Niezależnie od tego, czy twarz Ebenezera Scrooge'a będzie miał disneyowski Sknerus McKwacz ("Opowieść wigilijna Myszki Mickey", 1983), Michael Caine, który święta spędzi z Muppetami ("Opowieść wigilijna Muppetów", 1992) czy Patrick Stewart (w "Opowieści wigilijnej" z 1999) albo czy głosu użyczy mu Jim Carrey (w najnowszej wersji "Opowieści"), historia kruszejącego skąpca wzruszać nas będzie za każdym razem.

Wiwat Charles Dickens i nieprzemijający urok jego dzieła opublikowanego po raz pierwszy, przypomnijmy, w 1843 roku.


"To wspaniałe życie"

Świąteczny klasyk nad klasykami z roku 1946 w reżyserii Franka Capry. Młody mężczyzna George Bailey (w tej roli James Stewart) zniechęcony kolejnymi niepowodzeniami traci wiarę w sens życia. Postanowia rozprawić się z problemami i popełnić samobójstwo. Niespodziewanie pojawia się jego Anioł Stróż, który ukaże mu na nowo uroki życia. Słodkie i nieco nawine, ale kiedy jest czas na takie hiperoptymistyczne opowieści, jeśli nie w Boże Narodzenie?

p


"Miasteczko Halloween"

Jeśli chodzi o wyrafinowanie, zarówno plastyczne jak i scenariusza, to nie ma sobie równych animowana makabreska „Miasteczko Halloween” Tima Burtona, w którym zamiast poczciwego Mikołaja rząd dusz przejmuje pewien ambitny kościotrup, Jack Skelleton znany również jako Pumpkin King - szef grupy potworów, duchów, czarownic, wampirów. Mistrz halloweenowych ceremonii nieoczekiwanie trafia do kolorowego i wesołego Miasteczka Bożonarodzeniowego i wpada na diaboliczny pomysł: a co by było, gdyby Boże Narodzenie spędzić na modłę halloweenową?


"Ekspres polarny"

Jeśli mowa o magii, to najlepiej oddać ją właśnie za pomocą animowanych efektów. Nie ma chyba bardziej spektakularnej świątecznej wizji niż „Ekspres polarny” Roberta Zemeckisa, w którym głosu postaciom użyczał sam Tom Hanks.

Swoją drogą, Zemeckis stał się w ostatnich latach specjalistą od animowanych opowieści ze świętami w roli głównej. Przypomnijmy, że w tym roku dał nam pod choinkę "Opowieść wigiljną", w której głosu Scrooge'owi użyczył Jim Carrey.


"Grinch: Świąt nie będzie"

Przebój z Jimem Carreyem pokazuje nam świat na opak. W opartej na książce amerykańskiego pisarza i ilustratora Theodora Seussa Geisela, bardziej znanego jako Dr. Seuss, przewrotnej historii atmosferę świąt postanowił zniszczyć tajemniczy zielony potwór, który zamieszkuje jaskinię w górach i nie cierpi Gwiazdki. Lubi za to robić wszystkim na złość, więc postanawia, że świąt w tym roku nie będzie. Ale możemy oglądać ze spokojem: nawet potwory i cynicy ulegają magii Bożego Narodzenia.


"Zły Mikołaj"

Dla uczulonych na nadmiar cukru wylewającego się ze świątecznych produkcji idealnym rozwiązaniem będzie „Zły Mikołaj”, w którego wciela się męski i zadziorny Billy Bob Thornton. Przewrotna opowiastka o wrednym typie, nienawidzącym dzieci alko- i seksoholiku, który wykorzystuje strój świętego od prezentów, by zorganizować skok na sklepową kasę ma w sobie duży potencjał humorystyczny. Zwłaszcza, że umiejętnie obśmiewa wszelkie świąteczne stereotypy.


"To właśnie miłość"

Trudno wyobrazić sobie święta bez bożonarodzeniowej komedii. Takiej, jak wielowątkowe „To właśnie miłość” z całą plejadą znakomitych brytyjskich aktorów (Hugh Grant, Keira Knightly, Emma Thompson, Colin Firth, Alan Rickman...), czy klasyczna w każdym calu „Ja cię kocham, a ty śpisz” z Sandrą Bullock. Bo nie można dostać na gwiazdkę lepszego upominku od losu niż prawdziwa miłość? Choć nie zawsze musi to być bardzo oczywiste uczucie, o czym przekonuje podstarzały gwiazdor rocka Bill Nighy, odkrywający, że najbliższą mu osobą jest jego safandułowaty menadżer, który nigdy go nie opuścił, nawet w najczarniejszych chwilach. Oczywiście zakochany w stażystce premier Wielkiej Brytanii, Hugh Grant, robi większe wrażenie.


"Świąteczna gorączka"

Uwaga, żelazny Arnie ukazuje miękkie podbrzusze i sprawia, że zaczynamy pochlipywać ze wzruszenia! Ciepła komedia familijna to znakomity sposób na przypomnienie widzom, o co w tych świętach chodzi: wcale nie o rewelacyjne prezenty, czy spektakularne dekoracje z choinkowych światełek, ale o czas spędzony z najbliższymi w atmosferze miłości i pojednania. Jakże banalne to, ale i prawdziwe.


"W krzywym zwierciadle: Witaj Święty Mikołaju!"

Poczciwy pechowiec Clark Griswold (Chevy Chase) zrobi wszystko, aby rodzina miała perfekcyjne święta. Udekoruje dom tysiącami lampek, spróbuje zmieścić w jadalni gigantyczną, wykopaną własnymi rękami choinkę, stoczy bój z przeraźliwą wiewiórką, z uśmiechem na ustach zniesie obecność jazgotliwych rodziców i stetryczałych teściów, a także rodzinkę krewniaka - obiboka, a przy okazji największego flejtucha rodziny... Uff, sporo tego, a jeżeli dodać brak oczekiwanej premii, za którą nasza pechowa głowa rodziny chciała dać najbliższym pod choinkę basen - lawina gagów gotowa.


"Kevin sam w domu"

Bezdyskusyjnie numer jeden. Święta nie byłyby tym samym bez komediowej opowieści o małym rozrabiace, który zostawiony samopas przez rodzinkę udającą się na zimowe wakacje w Paryżu, dzięki pomysłowości, sprytowi i odwadze broni domu przed zakusami niezbyt rozgarniętych złodziejaszków (znakomici Daniel Stern i Joe Pesci).

Film z uroczym blondasem Macaulayem Culkinem ma w sobie nieprzemijający urok, ale też zestaw nieśmiertelnych gagów z włamywaczami przewracającymi się na samochodzikach, szklanych kulkach i tłuczonych bombkach, sprawiających, że znów będziemy się śmiać do rozpuku. Kiedy więc przed dwoma laty żadna ze stacji nie zdecydowała się na wyemitowanie przygód „Kevina samego w domu” podczas Bożego Narodzenia wywołało to falę zrozumiałego niezadowolenia widzów.