Dziennik Gazeta Prawana logo

"Tranzyt" w kinach [RECENZJA]. Wszyscy jesteśmy uchodźcami

3 maja 2019, 10:55
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kadr z filmu "Tranzyt"
Kadr z filmu "Tranzyt"/Media
"Tranzyt" Christiana Petzolda to film złożony, kilkukrotnie przewrotny. Wystarczy zmienić perspektywę, byśmy przekonali się, jak blisko jesteśmy cierpienia i okrucieństwa. I że z ostatniej fali uchodźców nie wyciągnęliśmy niemal żadnych wniosków.

Oryginał literacki, na podstawie którego napisano scenariusz pochodzi z 1944 roku. Powieść Anny Seghers odnosiła się do II Wojny Światowej. Niemiecki reżyser Christian Petzold pozostawił swych rodaków jako tych złych, jako siłę, która zniewala i niszczy Europę, ale opowieść przeniósł do naszych czasów.

Zadanie to oczywiście karkołomne, bo łapanki na ludzi na ulicach, kiedy w tle widzimy współczesne samochody, neony, współczesne ubranie i wyposażenie wojsk, a także policji nakazują nam myśleć, że w teraźniejszości takie rzeczy nie są możliwe. I że nie mamy prawa nawet podejrzewać, że dojdzie do rozlewu zła.

Udana zmiana perspektywy pokazuje nam, że wystarczy inaczej pomyśleć o losach ludzi, którzy są obok nas, którzy przeżyli gehennę ucieczki i obław, by uzmysłowić sobie, że nie wyciągamy żadnej lekcji z historii. Chyba, że nazywamy nią podejście w stylu amerykańskim – ludzi w potrzebie odsunąć od siebie jak najdalej, stworzyć im jak najwięcej przeszkód, by nie mogli uciec z miejsca zagrożenia do kraju, który postrzegają jako azyl.

Pokazywany na Berlinale film Petzolda, obnaża degrengoladę naszego gatunku. W „” obserwujemy, jak z dnia na dzień, w obliczu zagrożenia, nasze człowieczeństwo sprowadza się tylko do podstawowych instynktów, tych które zapewniają przeżycie. Nie oglądamy się na kogoś umarłego, jeśli w efekcie będzie to stwarzać szansę na nasze przetrwanie.

Współczesny statek pasażerki i policyjna, wyprodukowana w XXI wieku, suka mogą dają na takie podejście do spraw życia i śmierci inne spojrzenie.

W kilku momentach Petzold się gubi. Wątek z dzieckiem imigrantki, do którego poczuł niemal ojcowskie uczucie jest zarysowany zbyt grubą kreską. Reżysera ratują obserwacje natury ludzkiej, pokazane umiejętnie dzięki dobrej obsadzie. Przypominający Joaquina Fenixa Franz Rogowski nie przesadza z grą, pozwala na refleksje.

A tych po filmie można mieć naprawdę sporo. Nie jest to film bez wad, ale ze względu na swój przekaz zaliczyć go trzeba do grona „warto”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj