Dziennik Gazeta Prawana logo

"W czterech ścianach życia". Uchodźcy w obsadzie, operatorka z Poznania, przerażająco prawdziwy film o Syrii [RECENZJA]

22 marca 2018, 02:33
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"W czterech ścianach życia"
"W czterech ścianach życia"/Media
Dokumentacja wojny domowej w Syrii jest niezwykle trudna, ale ambitni filmowcy nie składają kamer. Najnowszy dowód już w polskich kinach.

Skutki krwawego konfliktu pomiędzy reżimem Baszszara al-Asada a bojownikami rebeliantów unaoczniali nam dotąd głównie dokumentaliści, jak Orlando von Einsiedel w nagrodzonych Oscarem „Białych hełmach”, Feras Fayyad w nominowanych do Nagrody Akademii „Ostatnich w Aleppo” czy Matthew Heineman w niedawnym „Mieście duchów”. Belgijski reżyser Philippe Van Leeuw zdecydował się na fabułę, lecz paradoksalnie to właśnie jego film najdobitniej ze wszystkich wymienionych uwypukla wstrząsające realia życia w kraju ogarniętym wojną.

Teoretycznie „W czterech ścianach życia” wpisuje się z jednej strony w podgatunek , czyli horror o oblężonym domostwie, z drugiej – w klaustrofobiczny thriller rozgrywany na ograniczonej przestrzeni; zasadnym przykładem będzie tu np. „Telefon” Joela Schumachera z Colinem Farrellem jako nieszczęśnikiem uwięzionym w budce telefonicznej i trzymanym na muszce przez snajpera-psychopatę. Jednak w trakcie seansu filmu Van Leeuwa trudno pozbyć się oporów natury moralnej, czy aby na pewno takie etykietowanie i stawianie w jednym rzędzie z hollywoodzkimi dreszczowcami przystoi w przypadku dzieła tak mocno zakorzenionego w trudnej teraźniejszości.

Inne odczucie: dramat Van Leeuwa mógłby się doskonale sprawdzić jako spektakl teatralny. Nie tylko dlatego, że cała akcja rozgrywa się podczas jednej doby w jednym mieszkaniu w opustoszałym budynku w Damaszku, ale również z tego powodu, że to intymne studium na temat wpływu wojny na zwykłych ludzi wygrywane jest głównie aktorskimi środkami wyrazu.

10855500-hiam-abbas.jpg
Hiam Abbas

Wybitna izraelska aktorka Hiam Abbas („Blade Runner 2049”) przewodzi wielopokoleniowej obsadzie jako Oum Yazan, matriarcha rodziny próbującej funkcjonować w obliczu stałego zagrożenia ze strony bomb, snajperów rozsianych po okolicy i agresywnych szabrowników-gwałcicieli. W zaryglowanym na cztery spusty mieszkaniu Oum znajdują się także jej teść, młodziutki syn, dwie nastoletnie córki, chłopak jednej z nich, pokojówka Delhani oraz Samir i Halima, młoda para z niemowlęciem, która znalazła schronienie u sąsiadki, po tym jak ich lokum piętro wyżej zostało zniszczone przez ostrzał.

Mimo że cała przemoc dzieje się poza ekranem, Van Leeuw potrafi bardzo sugestywnie ją uwydatnić. O ile klawiszowa muzyka Jean-Luca Fafchampsa bywa momentami aż przedramatyzowana, o tyle efekty dźwiękowe, jak odgłosy nisko przelatujących helikopterów, strzelanin i wybuchów, niekiedy odległych, kiedy indziej niepokojąco bliskich, robią piorunujące wrażenie.

Największy horror rozgrywa się jednak na twarzach bohaterów, pokazywanych częstokroć w zbliżeniach przez pochodzącą z Poznania absolwentkę łódzkiej filmówki Virginie Surdej („Szatan kazał tańczyć”). Belgijsko-polska operatorka, mając do dyspozycji jedynie kilka zaciemnionych pokoi, kawałek korytarza i balkon z widokiem, świetnie wykorzystuje także światło bijące z jasnej kuchni lub przezierające przez szpary między zasłonami w salonie.

Bezbłędnie przebiega również koordynacja naturszczyków, wśród których znajdują się głównie młodzi syryjscy uchodźcy, z doświadczonymi aktorami. Przede wszystkim z Hiam Abbas, która jako ostentacyjnie oschła, pełna życiowej mądrości opiekunka grupy daje jeden z najlepszych występów w karierze. Na surowej, pooranej zmarszczkami twarzy Oum wypisane jest wszystko: świadomość beznadziejnej sytuacji, matczyna troska, odpowiedzialność za innych, ale i instynkt przetrwania oraz potężna determinacja.

Imponuje także libańska aktorka Diamand Bou Abboud, gwiazda nominowanego w tym roku do Oscara dramatu „L’insulte”, która w roli Halimy rozdzierająco ukazuje zbrukaną niewinność.

Wątek napaści na tle seksualnej, gdzie jedna z postaci zostaje pozostawiona przez resztę domowników na pastwę losu, nie tylko generuje dodatkowe napięcie, ale też pozwala twórcy zadać etyczne pytanie o granice egocentryzmu i kalkulacji w przypadku śmiertelnego niebezpieczeństwa. Film przenosi się wówczas z poziomu przygnębiającej opowieści o syryjskiej rodzinie na nie mniej dojmującą płaszczyznę uniwersalną, obrazującą narastający konflikt w przestrzeni domowej, jaki mógłby stać się udziałem każdego z nas, nawet w czasach pokoju.

Otwarte, niejednoznaczne zakończenie wpierw nieco frustruje, by po chwili uzmysłowić, że brak kulminacji jest tu kulminacją bodaj najwłaściwszą. Film się kończy, wojna trwa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj