Dziennik Gazeta Prawana logo

Ekscentryczny kolaż z biografii. Film "Miles Davis i ja" [RECENZJA]

2 września 2016, 10:31
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kadr z filmu "Miles Davis i ja"
Kadr z filmu "Miles Davis i ja"/Media
Film Dona Cheadle’a zaczyna się od mocnego uderzenia. Oto dziennikarz "Rolling Stone", który nachodzi Milesa Davisa (brawurowa rola samego reżysera) w jego domu, zostaje poczęstowany przez mistrza solidnym ciosem w twarz. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, obecne w pierwszej sekwencji impet, nieobliczalność i furiacki wdzięk udaje się utrzymać Cheadle’owi przez cały czas trwania seansu.

Bijąca z ekranu pasja pozwala uwierzyć, że realizacja filmu o Milesie stanowi dla reżysera spełnienie życiowego marzenia. Debiutujący po drugiej stronie kamery aktor przygotował się do swojego zadania w najdrobniejszych szczegółach. Przed rozpoczęciem zdjęć uzyskał aprobatę rodziny Davisa, a do zaopiekowania się muzyczną warstwą filmu namówił samego Herbiego Hancocka. Cała ta realizacyjna pieczołowitość nie oznacza bynajmniej, że Cheadle postanowił stworzyć laurkę ku czci mistrza. "" to raczej ekscentryczny kolaż mający za zadanie oddać złożoną osobowość bohatera.

Cheadle pokazuje środkowy palec autorom sztampowych hollywoodzkich biografii także dlatego, że – w przeciwieństwie do nich – nie próbuje niewolniczo trzymać się faktów. Problemu dla reżysera nie stanowi nawet świadomość, że będący osią fabuły wątek poszukiwań ukradzionej bohaterowi taśmy z nagraniami jest niemal zupełnie wyssany z palca. W "Milesie...." liczy się sama przyjemność przebywania w towarzystwie genialnego jazzmana i dryfowania wraz z nim pomiędzy ekstazą a autodestrukcją. Niezaprzeczalnego uroku tej podróży dodaje także – unosząca się nad filmem – lekko odurzająca aura lat 70., która ostatni raz równie sugestywnie zaznaczyła swą obecność chyba w "" Andersona.

"Miles..." to jednak znacznie więcej niż tylko inscenizacyjna błyskotka. Cheadle sprawia wrażenie, jakby swoim filmem chciał naprawić szkody wyrządzone przez słynny "Whiplash". Podczas gdy debiut Damiena Chazelle’a odromantyzował jazz i wpisał go w kontekst uporu, znoju i ciężkiej pracy, "Miles..." robi wszystko, by przywrócić gatunkowi utracony seksapil. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Cheadle wygrał ten pojedynek przez nokaut. 

" ; USA 2015; reżyseria: Don Cheadle; dystrybucja: UIP; czas: 1 godzina 40 minut; w kinach od 2.09

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: wideo
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj