Dziennik Gazeta Prawana logo

"Hotel": Z przyzwoitego dramatu nieprzyzwoita komedia

29 sierpnia 2014, 10:48
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Hotel
Hotel/Media
Skandynawskie komedie wywołują we mnie ambiwalentne uczucia. Wyzwolone obyczajowo, operujące nieco absurdalnym poczuciem humoru, są zwyczajnie mało zabawne, a pocieszni, niezdarni bohaterowie jakoś nie chcą być ani wzruszający, ani śmieszni. Może chodzi o różnicę kultur, może to tylko moje subiektywne odczucia, tak czy inaczej szwedzki komizm jest tylko odrobinę lepszy od niemieckiego, a niemieckie żarty filmowe są, jak wiadomo, najgorsze na świecie.

Również "Hotel" Lisy Langseth wydaje się mocno przyciężkawy. Uśmiechnąłem się może ze trzy razy. A i to raczej na siłę. Langseth próbuje w "Hotelu" zademonstrować coś w rodzaju podręcznika "jak zachować się w trudnym momencie życia". Główna bohaterka, Erika, zagrana z wdziękiem przez utalentowaną gwiazdkę szwedzkiego kina Alicię Vikander ("Stracharz", "Piąta władza", "Kochanek królowej") niezbyt dobrze czuje się we własnej skórze, wolałaby być kimś innym. Panienka początkowo ma wszystko, o czym marzy kobieta. Śliczny zawód – jest dekoratorką wnętrz, śliczną buzię i pupcię, oddanych przyjaciół, kochanego kochanka, jest także w ciąży.

Perfekcyjna pani domu przygotowała całe przyszłe życie – dla siebie, partnera i malucha. Los jednak spłata jej przykrego figla. Dziecko urodzi się przedwcześnie, będzie chore, z poważnymi zmianami neurologicznymi, kobieta wpadnie w depresję, odrzuci niemowlaka. Do tego momentu wszystko jest wprawdzie mocno stereotypowe, ale porządnie zrobione i budzi nadzieję na równie bezbolesny dalszy ciąg. Czeka nas jednak przewrotka. Przyzwoity dramat zamienia się w nieprzyzwoitą komedię. Erika trafia na zajęcia terapii grupowej, poznaje tam różnych freaków, z których najciekawszy będzie pan podniecający się torturami, nieszczęśliwa cierpiętnica oraz autystyczny milczek. – myśli nasza heroina i z wolna wraca do normy. Pociągając za sobą przyjaciół.

Bohaterka nie znika nam zresztą z oczu, jest wciąż na ekranie, co przy całej sympatii dla fotogenicznej Vikander w końcu staje się dosyć męczące. Kamera Simona Pramstena podąża za Eriką, wprowadzając widza w sytuacje zewnętrzne, dzięki czemu w założeniu mamy zyskać niemal intymną bliskość z bohaterką. Sceny z użyciem steadicamu nie służą jednak poczuciu więzi, tylko czynią z Eriki charakter niepotrzebnie wyolbrzymiony, nieproporcjonalnie rozbudowany w stosunku do zakresu jej filmowych "obowiązków". To jednak wina scenariusza, nie zdolnej aktorki.

– mawia Erika – Czyn wprowadza w życie i razem z przyjaciółmi co rusz zmienia pokoje. W hotelach terapia staje się parodią autoterapii, a piątka pacjentów w poszukiwaniu lepszego alter ego nie budzi ani sympatii, ani wrogości, jedynie pobłażliwość. Powygłupiali się trochę, poszlajali po hotelach, już wystarczy. Teraz do domu, paciorek i spać.

HOTEL | Szwecja, Dania 2013 | reżyseria: Lisa Langseth | dystrybucja: Aurora Films | czas: 97 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj