"Niebo istnieje... naprawdę": O chłopcu, który spotkał Boga [RECENZJA]

| Aktualizacja:

Po uwielbieniu dla wampirów, komiksowych bohaterów czy nowych wersji baśni wielkie studia Hollywood niezwykle czule spojrzały w stronę widza, który identyfikuje się ze swoją wiarą na tyle, aby brać ją pod uwagę podczas wyboru filmu na piątkowy wieczór. "Niebo istnieje... naprawdę" dowodzi jednak, że twórcy "boskiego trendu" nie spodziewają się po swoim odbiorcy wiele więcej.

wróć do artykułu
  • ~bas
    (2014-04-29 00:57)
    Oj gdyby nie kłopoty finansowe nędznego klechy, to może bym uwierzył. Jedynym faktem, który zapisze się dożywotnio w historii tego świata, będzie, jeżeli film obejrzy Putin lub ktoś z Jego świty i dopatrzą się w malowanym Jezusku, który o dziwo przypomina malunki małych Carów, bojarów i wystylizują Jego dzieci na powyższy obraz. A wtedy nędzni twórcy tego filmu będą musieli prześcigiwać się przez kilkadziesiąt lat w dokręcaniu już tym razem PRAWDZIWEJ HISTORII. A tak przy okazji najgorszy chłam, jaki kiedykolwiek oglądałem.

Może zainteresować Cię też: