Dziennik Gazeta Prawana logo

"Hardkor disko": Teledysk do niemądrej piosenki

4 kwietnia 2014, 09:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Hardkor disko
Hardkor disko/Media
Podobno po obejrzeniu "Galerianek" Andrzej Wajda stwierdził, że ma do czynienia z filmem zrealizowanym przez gimnazjalistkę. Z czystym sumieniem mógłby powtórzyć to samo pod adresem "Hardkor disko".

Debiut Krzysztofa Skoniecznego jest równie infantylny jak jego – pozornie przewrotny – tytuł. W toku opowieści, niczym refren, powracają seks, przemoc i tajemnica, a więc żywioły napędzające kino od dziesięcioleci. Ostentacja reżysera odbiera jednak fabule cały powab i zniża ją do poziomu wulgarnej fantazji szkolnego łobuza. Zachłyśnięty przywołaną na ekranie atmosferą młodzieżowych imprez Skonieczny traci z oczu własne ambicje. Reżyser "Hardkor disko" jest jak Haneke, który z trudem wyczołgał się z party w remizie.

Scenariusz koncentruje się na problemach postaci emblematycznych dla nowego polskiego kina: agresywnego dresiarza i zaćpanej smarkuli. Antypatyczność Marcina i Oli nie zostaje w żaden sposób zrekompensowana. Reżyser nie potrafi wymyślić sensownego powodu, by rozbudzić jakiekolwiek zainteresowanie ich losami. Zamiast tego woli skupić się na wygłaszaniu stereotypowych oskarżeń pod adresem pokolenia rodziców. Nieświadomie karykaturalną postacią okazuje się zwłaszcza ojciec Oli, który przy kawie wygłasza egzaltowane frazesy o porzuceniu pasji na rzecz kariery zawodowej.

Wzbudzających konsternację momentów jest w "Hardkor disko" znacznie więcej. Do historii przejdzie zapewne scena, gdy mama Oli – powiatowa pani Robinson – próbuje uwieść Marcina. Na zaczepne "co jest, łobuzie?" chłopak – ze stanowczością Bogarta, nonszalancją Belmonda i urokiem Cary’'ego Granta – odpowiada tylko "hm, nic".

W "Hardkor disko" rozczula kontrast między nieporadnością reżysera a deklarowanymi przez niego ambicjami. Widać, że Skonieczny miał w głowie słowa swego mistrza Jima Jarmuscha: – W porównaniu z twórcą "Inaczej niż w raju" polski reżyser jest jednak jak gangster "Pershing" wobec Arsene'a Lupina. Wyraźnie czytelne nawiązania do "Funny Games" i "Nieustających wakacji" nie oznaczają próby wejścia w dialog z ich twórcami, lecz stanowią pusty popis erudycji. Natrętna kalka z "Dekalogu" Kieślowskiego pozwala natomiast uznać "Hardkor disko" za nazbyt długi film o zabijaniu.

Od zupełnej klęski imprezę Skoniecznego ratuje wyłącznie kwartet – Janusz Chabior, Agnieszka Wosińska, Marcin Kowalczyk, Jaśmina Polak. Zarówno doświadczeni, jak i początkujący aktorzy robią, co mogą, by kuriozalnej fabule nadać choćby pozory wiarygodności. Reżyser najlepiej czuje się natomiast w sytuacjach, gdy może zapomnieć o intrydze i bohaterach, a zamiast tego dać upust formalnej wirtuozerii. Dowodów swej wrażliwości wizualnej Skonieczny od lat dostarcza jednak jako twórca wideoklipów. Szkoda, że "Hardkor disko" prezentuje się na tym tle jak przydługi teledysk do niespecjalnie mądrej piosenki.

HARDKOR DISKO | Polska 2013 | reżyseria: Krzysztof Skonieczny | dystrybucja: Gutek Film | czas: 87 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj