Dziennik Gazeta Prawana logo

"Thor: Mroczny świat": Powrót do Asgardu

8 listopada 2013, 08:30
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Thor: Mroczny świat
Thor: Mroczny świat/© Disney Enterprises, Inc. All Rights Reserved
"Thor: Mroczny świat" to widowisko chwilami oszałamiające, ale teraz nie da się inaczej: komiksowe blockbustery muszą być szybsze, głośniejsze, bardziej efektowne.

Już pierwszym scenom filmu Alana Taylora bliżej do spektakularnego widowiska batalistycznego skrojonego według wzorca ustanowionego przez "Władcę Pierścieni" Petera Jacksona niż do poprzednich blockbusterów, które zeszły z taśmy produkcyjnej fabryki Marvela. Ba, nawet zdolny poruszać się między wymiarami statek kosmiczny mrocznych elfów przypomina zmechanizowane oko Saurona, łypiące łakomie na londyńską dzielnicę Greenwich, którą lada chwila ma pochłonąć.

Kenneth Branagh, reżyser pierwszej odsłony "Thora", preferował spektakl skromniejszy, przynajmniej jak na standardy wielomilionowej produkcji rozrywkowej głównego nurtu. Sporo czasu ekranowego poświęcił tłumaczeniu prawideł rządzących asgardzkim światem i skupił się na motywie dojrzewania do odpowiedzialności. Reżyser "Mrocznego świata" Alan Taylor puścił wodze wyobraźni, tworząc epickie widowisko fantastyczne. Inaczej pewnie być nie mogło, bowiem dzisiaj, w odróżnieniu od roku 2011, kiedy powstawał film Branagha, kinowe uniwersum Marvela jest już prawdziwym imperium i trzeba kręcić mocniej, szybciej i efektowniej. Taylor, nie musząc kłopotać się spowalniającymi akcję introdukcjami, już w prologu rzuca naprzeciw siebie dwie ogromne armie i nie spuszcza z tonu aż do pędzącego na łeb na szyję finału, gdzie – chciałoby się zakrzyknąć "nareszcie!" – w gruzy wali się nie po raz setny Nowy Jork, a kosmopolityczny Londyn.

To nadal kino superbohaterskie, ale owego superbohatera trzymające niejako na uboczu. Thor – już nie zbuntowany chłystek, któremu tylko panienki, mordobicie i asgardzki nektar w głowie, a w pełni uformowany następca tronu – jest ledwie katalizatorem poszczególnych zdarzeń, postacią umożliwiającą działanie innym, otwierającą furtki, choć to oczywiście on zmierzy się z poszukującym zemsty za porażkę sprzed tysięcy lat Malekithem. Zaś dzierżącego bojowy młot asgardzkiego blond herosa uzupełnia jego przyrodni brat Loki, któremu należy się co najmniej własny spin-off. Razem tworzą duet kompletny, oparty na klasycznej opozycji porządku i chaosu, jeden nie potrafi istnieć bez drugiego, choć żaden tego nie przyzna.

Niejaki scenariuszowy bałagan nowego "Thora" rekompensuje konsekwentne efekciarstwo oraz nierzadko zaskakujący humor, który równoważy momentami duszną atmosferę patetycznej walki o wszechświat. Trochę szkoda postaci drugoplanowych i aktorów tej klasy, co Natalie Portman czy Stellan Skarsgard, bowiem nie mają zbyt wiele do roboty i często snują się bez celu po ekranie, ale ich kosztem wyeksponowano znacznie ciekawszych Thora, Lokiego i Malekitha.

Najważniejszy pozostaje tutaj jednak wielki kinowy spektakl, swoim rozmachem śmiało konkurujący z "Avengers". Alanowi Taylorowi udało się postawić nową więżę ze starych cegieł.

THOR: MROCZNY ŚWIAT | USA 2013 | reżyseria: Alan Taylor | dystrybucja: Disney | czas: 120 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj