Dziennik Gazeta Prawana logo

"Gangster Squad: pogromcy mafii" – najpierw strzelaj, potem pytaj

1 lutego 2013, 09:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Gangster Squad: pogromcy mafii
Gangster Squad: pogromcy mafii/Warner Bros
"Gangster Squad: pogromcy mafii" to kino gangsterskie ze świetnymi aktorami i pięknymi zdjęciami. Wejdzie do klasyki gatunku?

Zadymione knajpy pełne jazzu, limuzyny o garbatych kształtach, karabin maszynowy Tommy gun, kapelusze snap-brimmed (o złamanym rondzie), bezwzględni twardziele i kobiety o nieziemsko czerwonych ustach. Czego jeszcze potrzebuje film gangsterski, by nazwać go wybitnym? Dobrego scenariusza. A to niestety najsłabsza część "Gangster Squad: pogromcy mafii". Choć słaba, nie oznacza, że trzeba ten film skreślić. To prawda, że historia nie dorównuje chociażby tej z "Tajemnic Los Angeles", ale obraz i tak warto zobaczyć. Przede wszystkim ze względu na aktorów i na obraz, jaki przygotował nam twórca "Zombieland" Ruben Fleischer i jego ekipa.

Piękne zdjęcia zabierają nas do Los Angeles, zaraz po II wojnie światowej. Miastem Aniołów rządzi bezwzględny gangster Mickey Cohen. Opłaca setki polityków, gliniarzy, biznesmenów. Na polecenie naczelnika Billa Parkera nieprzekupny sierżant John O'Mara formuje mały oddział, który ma – sposobami pozaregulaminowymi – dobrać się do Cohena. Udaje mu się zebrać grupę wyjątkowych policjantów, m.in. wybitnego rewolwerowca i speca od elektroniki. Sześciu gliniarzy coraz bardziej depcze gangsterowi po piętach. Jeden z nich Jerry Wooters spotyka się nawet z jedną z dziewczyn Cohena. Ten nie zamierza patrzeć na działania gliniarzy w milczeniu. Mści się na rodzinach, m.in. żonie O'Mary, która jest w ciąży. Dość przewidywalna, mało zaskakująca historia dobrze się ogląda, bo na ekranie pojawiają się absolutni mistrzowie kina.

Gangstera gra zbrzydzony (trzy godziny charakteryzacji przed zdjęciami) Sean Pean. Szefa grupy O'Marę (Josh Brolin), jego przełożonego sam Nick Nolte, a członków oddziału m.in. Ryan Gosling, Robert Patrick i Giovanni Ribisi. Na dokładkę jest jeszcze Emma Stone jako dziewczyna Goslinga wyciągnięta z rąk Cohena. Wszyscy zagrali na najwyższym poziomie, doskonale wystylizowani. Zdjęcia nocnego gangsterskiego życia miasta też robią wrażenie. Jest tu parę scen perełek: pościg cadillacami, strzelanina w więzieniu w ciemności, rozświetlana tylko błyskami karabinów.

Całości brakuje jednak geniuszu na miarę Briana De Palmy i jego "Nietykalnych". "Gangster Squad: pogromcy mafii" raczej bliżej do "Wrogów publicznych" Michaela Manna. To dobre dzieło filmowe, któremu trochę zabrakło duszy. Zaraz po seansie będziemy go wspominać, ale za kilka lat i tak powrócimy do gangsterskiego kina De Palmy czy Scorsese.

Gangster Squad: pogromcy mafii | USA 2013 | reżyseria: Ruben Fleischer | dystrybucja: Warner | czas: 113 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj