Dziennik Gazeta Prawana logo

"Hobbit: Niezwykła podróż" – nuda w Śródziemiu

28 grudnia 2012, 07:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Hobbit: Niezwykła podróż
Hobbit: Niezwykła podróż/Media
Na "Hobbita" czekałem, wierząc, że Peter Jackson jeszcze raz przeniesie mnie do Śródziemia. I nie przeszkadzało mi nawet, że zdecydował się na kolejną trylogię – wszak to trzy razy więcej frajdy. Jak się okazało, nie do końca.

We "Władcy Pierścieni" Jackson musiał dokonać niezbędnych cięć, by – łącznie w dwunastu godzinach opowieści – zmieścić wszystko, co niezbędne do zrozumienia Tolkienowskiego świata. W "Hobbicie" zadziałał więc w drugą stronę, uzupełniając treść powieści, a to fragmentami wyciętymi z "Władcy...", a to gościnnymi występami postaci, które w książce się nie pojawiały (jak Frodo czy Galadriela).

W rezultacie trzygodzinny seans pozostawia wrażenie ledwo wprowadzenia do całej historii. A dzieje się przecież sporo: Bilbo Baggins (świetnie zagrany przez Martina Freemana) rusza na pełną przygód wyprawę w towarzystwie czarodzieja Gandalfa i trzynastu krasnoludów. Bohaterowie toczą kilka zaciekłych bitew z orkami, wpadają w szpony goblinów i potężne łapska trolli, trafiają do Rivendell – siedziby elfów, wreszcie Bilbo spotyka Golluma i wchodzi, niezbyt uczciwie, w posiadanie Jedynego Pierścienia.

Jest w tym filmie kilka wielkich i pięknych scen, kilka świetnie napisanych dialogów i błyskotliwych inscenizacyjnych pomysłów. Niewiele jednak z tego wynika – starych bohaterów już dobrze znamy, nowi – czyli krasnoludy – zlewają się w jedną, hałaśliwą masę, z wyróżniającym się dumnym przywódcą Thorinem Dębową Tarczą. To, co we "Władcy Pierścieni" było podniosłe, tu staje się patetyczne, to, co tam było zabawne, tu robi się infantylne, to, co tam trzymało w napięciu, tu zmienia się w serię pościgów i bitew rodem z gier wideo. I tylko po części wynika to z trzymania się litery powieści, także wszak rozdartej między książką dla dzieci a fantastyczną alegorią.

Wierzę jednak, że kolejne dwie części "Hobbita" to wrażenie poprawią. Prawdziwa akcja dopiero się zacznie, przed nami pojedynek ze smokiem Smaugiem i Bitwa Pięciu Armii. Tyle że "Niezwykła podróż" to falstart. Napompowany do granic możliwości balon oczekiwań nie pękł co prawda z hukiem, ale co najwyżej z donośnym beknięciem, jakim parę razy raczą widzów krasnoludowie.

I jeszcze jedna uwaga: "Hobbita" oglądałem w wersji HFR – czyli tej, z której tak dumny był Jackson. Polega to na tym, że film pokazywany jest z prędkością 48 klatek na sekundę (normalna projekcja to 24 klatki na sekundę). Dzięki temu obraz jest ostry jak żyletka, przejrzysty, wyraźny. I, niestety, wygląda jak połączenie gry komputerowej z kręconym cyfrową kamerą programem telewizyjnym. Zdecydowanie odradzam taki seans, bo odbiera połowę przyjemności z oglądania filmu – lepiej wybrać się na tradycyjną projekcję (i nieważne, czy będzie to 2D, czy 3D). Informacje na temat projekcji znajdziecie na stronach repertuarowych albo bezpośrednio w kinach.

HOBBIT: NIEZWYKŁA PODRÓŻ | USA, Nowa Zelandia 2012 | reżyseria: Peter Jackson | dystrybucja: Forum Film | czas: 170 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj