85-letni Jiro Ono podporządkował całe życie poszukiwaniu perfekcji. Przez kolejne dekady doskonalił swój kunszt. Z żelazną dyscypliną powtarzając w nieskończoność te same czynności. Jak mnich praktykujący zen lub nieludzki cyborg.

Reklama

Jego sushi uznawane jest za najlepsze na świecie, słynny przewodnik Michelina przyznał mu najwyższe trzy gwiazdki, co znaczy: "warto wybrać się w podróż do tego kraju tylko po to, by zjeść w tym miejscu". Minimalistyczne wnętrze jego skromnego baru w podziemiach stacji tokijskiego metra jest mekką dla smakoszy z całego świata, rezerwację trzeba robić minimum miesiąc wcześniej, zaś posiłek składający się wyłącznie z maki i nigiri – bo Sukiyabashi Jiro nie ma w ofercie napojów ani przekąsek – będzie kosztować słono. Jednak chętnych nie brakuje. Przyciąga ich zarówno opiewany przez kulinarnych krytyków smak sushi, jak i postać Jiro, który tkwi za swym barem niewzruszony od dziesięcioleci, serwując rybę z ryżem wciąż z tą samą skromnością, perfekcją i prostotą.

Charyzmatyczny bohater to niemal połowa sukcesu w filmie dokumentalnym. Kostyczny starzec wygłaszający inspirujące maksymy w rodzaju: "Musisz pokochać swoją pracę i nigdy na nią nie narzekać" świetnie nadaje się do tej roli. Ekscentryk i perfekcjonista, który każe pracownikom masować ośmiornicę przez 45 minut, by mięso miało odpowiedni smak i sprężystość, i który nigdy nie opuścił dnia pracy, chyba że wypadało święto państwowe lub akurat miał zawał, po którym oczywiście powrócił do codziennej rutyny, jak gdyby nigdy nic. Tylko palenie rzucił. Taki bohater to właściwie samograj i pokusa, by bezkrytycznie oddać mu ekran, jest na pewno spora.

Na szczęście reżyser David Gelb nie daje się łatwo uwieść i umiejętnie kontrapunktuje narrację Jiro. Choć pozornie tematem filmu jest Jiro, jego droga do sławy i mistrzostwa, to z czasem na pierwszy plan wysuwa się jego niejednoznaczna relacja z synami: młodszym Takashim, króry prowadzi drugi bar – lustrzane odbicie oryginału, oraz starszym Yoshikazu, który choć skończył już 50 lat, wciąż pełni rolę ucznia u boku swojego ojca, nie mogąc rozwinąć własnej kariery. Obaj przyznają, że choć zgodnie z wymogami tradycji poddali się woli ojca, to z początku nie znosili robienia sushi. Cierpieli z powodu decyzji Jiro, który nie pozwolił im studiować i rozwijać własnych pasji, bo zależało mu na wykształceniu sobie następców dla rodzinnego biznesu. Jiro samokrytycznie przyznaje też, że kiedy synowie byli dziećmi, rzadko go widywali, gdyż jego chorobliwe oddanie pracy sprawiało, że był w domu raczej gościem. Cena pogoni za doskonałością okazuje się dość wygórowana. Pytanie, czy motywacją dla Jiro była rzemieślnicza skromność, którą deklaruje, czy ślepa ambicja – nie zostaje wypowiedziane, ale wisi w powietrzu.

JIRO ŚNI O SUSHI | USA 2011 | reżyseria: David Gelb | dystrybucja: Gutek Film | czas: 81 min