Filmowe autorstwo w przypadku Romana Polańskiego polegało zawsze na strategii prymusa. W przeciwieństwie do Felliniego, Bergmana czy Allena nie kręci wciąż tego samego filmu. Musi być najlepszy we wszystkim. W tragedii, komedii i dramacie kostiumowym. Cechą wyróżniającą najlepszego polskiego filmowca jest spryt połączony z talentem. Polański z reguły doskonale wie, jaki temat będzie w danym momencie najwłaściwszy. Potrafi świetnie pracować z aktorami, operatorami, scenografami. Nie potrzebuje efektów specjalnych, żeby opowiedzieć o ludzkich odruchach, które nie są żadnym science-fiction. Dotyczą wszystkich, każdego. Polański, podobnie jak najwięksi twórcy kina amerykańskiego, chociażby Alfred Hitchcock lub Mike Nichols, z najbanalniejszej, kameralnej historii małżeńskiej, potrafi wydobyć drugie, a nawet trzecie dno. Koncertowo zainscenizowana i zagrana "Rzeź" jest pod tym względem tytułem wręcz wzorcowym.

Reklama

Eleganckie mieszkanie na Brooklynie. W takiej przestrzeni spotykają się dwa małżeństwa w średnim wieku. Temat: wybryki ich dzieci. Syn jednej z par, podczas bijatyki, wybił zęby drugiemu. Gospodarze grani przez Jodie Foster i Johna C.Reilly'ego przyjmują gości (Kate Winslet i Christoph Waltz). Próba negocjacji kończy się wybuchem furii. Brooklyński apartament nasiąka światowymi problemami. Pomiędzy fizjologią, która zmusza jedną z uczestniczek dyskusji do częstych wizyt w toalecie, toczy się debata na temat Sudanu i krajów trzeciego świata. Polański kolejny raz w swojej twórczości kompromituje hipokryzję przynależną do drobnomieszczańskiego rytuału pod każdą szerokością geograficzną. Cynizm prawnika jest w tym samym stopniu udawany, co malowany altruizm gospodyni "zarzyganego" przyjęcia.

Górnolotne tezy na temat kryzysu świata zasad, mają się nijak wobec zdroworozsądkowego dictum, że uzbrojony w bejsbola szczeniak, syn gości, jest po prostu zwyczajnym, źle wychowanym i rozpuszczonym dupkiem.

Takimi samymi gnojkami, przebranymi w maski zadowolonych z siebie mieszczuchów, są rodzice. Oraz my – widzowie. Wystarczyło trochę alkoholu, żeby starannie wystudiowane pozy zmieniły się w mało eleganckie grymasy, a życzliwa chęć negocjacji w żądzę linczu. Kobiety stają w szranki z mężczyznami, faceci biją się z babami.



Bohaterowie wygadują bezmyślne banały wyczytane w luksusowych magazynach dla pań, albo w byle jak przerzuconych książkach pseudofilozoficznych. W filmie Polańskiego wygląda to prawie tak, jakbym oglądał jeden z tzw. kulturalnych, misyjnych programów w nowej ramówce TVP. Bzdurą, mości panowie. Podczas afazji sensów poprzestajemy na drobnicy. Coś ze sztambucha Paolo Coelho, coś z walki o równouprawnienie kobiet, plus kilka wygodnych tez z "Krytyki Politycznej". Dobra nasza pijana mać.

Bohaterowie "Rzezi" nie posiadają żadnego backgroundu kulturowego. Niewiele rozumieją. Przychodzą w dobrej wierze, ale wobec zaistniałej sytuacji, stają się ofiarami obowiązującego kanonu ideologicznego i kulturowego oraz samych siebie. To, co w istocie jest straszne, w filmie Polańskiego jest jednak przede wszystkim zabawne. Twórca "Tess" idealnie wyczuł potencjał komizmu ukryty w popularnym dramacie Yasminy Rezy. Sztuka Rezy to dobrze napisany aktorski samograj. Rzecz jest jednocześnie komiczna i ambitna. Polańskiemu udało się ufilmowić to, co wydawało się nieprzekładalne na język kina. Kamera Pawła Edelmana jest w filmie jak złośliwa, krnąbrna, bzycząca mucha, wlatująca do najmniej komfortowych przestrzeni. To właśnie z jej pozycji oglądamy przedmioty (motyw telefonu komórkowego) oraz dorosłych ludzi zachowujących się jak dzieci.

Filmowa "Rzeź" uniwersalizuje także sceniczny rodowód "Boga mordu". O ile sztuka Rezy mówiła przede wszystkim o grzechu mieszczańskiej hipokryzji, o tyle film ukazuje ten problem w szerszej perspektywie. Ponieważ mieszkamy w świecie hipokrytów, każda próba oderwania się od mniejszego lub większego zakłamania i dyletanctwa, które wrosło w nas niczym druga skóra, musi okazać się klęską. Czarny humor filmu rozbraja wisielcza konkluzja. Wszyscy jesteśmy zarzynani. Własną głupotą.

RZEŹ | Francja, Niemcy, Polska, Hiszpania 2011 | reżyseria: Roman Polański | dystrybucja: Kino Świat | czas: 79 min