Dziennik Gazeta Prawana logo

"Łowca trolli" straszy na zimno

26 grudnia 2011, 14:09
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Łowca trolli" straszy na zimno
Shutterstock
"Łowca trolli" to kolejny dowód na dobrą kondycję skandynawskiego kina grozy.

Skandynawskie kino niesamowite jeszcze przed kilkoma laty kojarzone było z zaledwie kilkoma tytułami, między innymi mistrzowskim dziełem Ingmara Bergmana "Godzina wilka", szwedzkim klasykiem ery filmu niemego "Furman śmierci" Victora Sjöströma i duńskimi "Czarownicami" Benjamina Christensena z tego samego okresu.

Tamtejsze kino gatunkowe rozwijało się bowiem zupełnie inaczej niż w anglosaskim kręgu kulturowym ze względu na kilka znaczących czynników, choćby laicyzację społeczeństw skandynawskich czy odmienne postrzeganie norm obyczajowych. Innymi słowy – trudniej tam o tabu, które dałoby się na ekranie złamać. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii filmowcy związani z horrorem szydzili sobie z cenzorów i dobrego smaku, sięgając po tematy sataniczne albo epatujące przemocą i seksem, w krajach Północy zainteresowanie podobnymi fabułami było znikome. Owszem, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstawały w Skandynawii filmy exploitation, żerujące na goliźnie i taniej sensacji, lecz nie zrobiły zawrotnej kariery międzynarodowej, choć niektóre z nich eksportowano za ocean. Powodzeniem cieszyły się za to szwedzkie kryminały o kapitanie Hillmanie, które miały stanowić inspirację zarówno dla Alfreda Hitchcocka, jak i Mario Bavy oraz położyć podwaliny pod włoski nurt giallo. Do dystrybucji w USA trafiały pojedyncze filmy – na przykład "Terror of Frankenstein" (1977) oraz horror science fiction "Space Invasion of Lapland" (1956) – bo i nie było z czego wybierać. Dopiero w latach osiemdziesiątych, wraz z rozwojem rynku kaset VHS, zainwestowano w kilka produkcji z gatunku horroru, lecz dzisiaj mało kto już o nich pamięta. Za tytuł graniczny dla skandynawskiej grozy nieformalnie uznaje się nakręcony w połowie lat dziewięćdziesiątych film "Evil Ed" – krwawy, radosny hołd dla amerykańskiego kina splatter i gore. Trudno powiedzieć, czy to właśnie ten film wyznaczył obecny kierunek skandynawskiego kina grozy, lecz z pewnością był zapowiedzią aktualnych trendów.

Międzynarodowy sukces skandynawskiego horroru rozpoczął się wraz z filmem "Pozwól mi wejść" Tomasa Alfredsona z 2008 r., wywracającym do góry nogami wampiryczną mitologię zbudowaną przez Hollywood. Rozgłos, również i u nas, zdobyła egzystencjalna "Sauna" (2008), a mniej więcej w tym samym czasie pojawiły się też komediohorrory ("Vikaren" – nauczycielka okazuje się przybyszem z kosmosu), opowieści o duchach („Pokój 205” – o nawiedzonym akademiku), a także dziwactwa ("Dark Floors" – film z udziałem muzyków grupy Lordi). Nie da się jednak ukryć, że jedną z naczelnych metod skandynawskich reżyserów stało się eksploatowanie amerykańskich schematów gatunkowych. Wykształcone w Stanach Zjednoczonych, charakterystyczne dla tamtejszego horroru fabuły przeniesiono na nowy grunt, co może i nie zaowocowało filmami nowatorskimi, ale odświeżyło nieco już przyschnięte fabuły. Bo nie ma wiele odkrywczego w slasherze "Hotel zła", survival horrorze "Manhunt – polowanie" czy opowieści z rodzaju rape and revenge "Hora", poza tym, że rozwiązania zachodnie przeniesiono w skandynawskie góry i bezkresne lasy. Stworzyło to oczywiście nieco nową perspektywę, ale częstokroć ograniczającą się do egzotycznych, jak na ten typ filmu, plenerów. Fascynację amerykańszczyzną widać też w "Zombie SS", które jest pastiszowym hołdem oddanym zombie filmom, oraz islandzkim "Reykjavik Whale Watching Massacre", gdzie wystąpił Gunnar Hansen, legendarny aktor kina grozy, znany między innymi z "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną".

Dzisiaj do kin wchodzi jednak znakomity "Łowca trolli", nakręcony w konwencji mockumentary film będący mieszanką komedii i horroru. Skandynawowie ponownie przejmują amerykański model filmu grozy, tym razem formę fałszywego dokumentu, spopularyzowaną w 1999 przez "Blair Witch Project". A jednak o odtwórczości nie może być mowy, gdyż jest to film głęboko zakorzeniony w tradycji i folklorze norweskim, a przez to samoświadomy i bezpretensjonalny.

ŁOWCA TROLLI | Norwegia 2010 | reżyseria: André Ivredal | dystrybucja: 2M Films | czas: 90 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj