Dziennik Gazeta Prawana logo

Potwory i spółka ze "Strefy X"

11 lipca 2011, 15:37
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Strefa X
Strefa X/Media
Renesans niskobudżetowych produkcji science fiction. Uwodzą oryginalnymi pomysłami, a nie pustymi efektami specjalnymi.

"Strefa X" (w oryginale "Monsters", czyli "Potwory"), debiutancki obraz Garetha Edwardsa, wpisuje się w ten nurt, obok tytułów takich jak "Dystrykt 9" czy "Projekt: Monster" (dla odmiany w oryginale "Cloverfield"). Wszystkie te filmy odświeżają zużytą konwencję filmu o obcych, choć z różnym efektem: "Dystrykt" to kino wybitne, podczas gdy "Projekt: Monster" zalicza się raczej do kategorii przyzwoitej rozrywki. "Strefa" plasuje się gdzieś pośrodku: nie brak jej ambicji, by tworzyć nowe jakości i pod płaszczykiem gatunku poruszać istotne kwestie polityczne i społeczne, ale ostateczne przesłanie okazuje się zbyt miałkie.

Pomysł otwarcia jest jednak obiecujący. Akcja rozgrywa się sześć lat po katastrofie sondy kosmicznej NASA, która wracała z próbkami odkrytych w kosmosie śladów życia. W wyniku wypadku doszło do skażenia części terytorium Meksyku przy granicy z USA, gdzie wkrótce wykluły się pozaziemskie monstra – gigantyczne, agresywne stwory, nieco podobne do poruszających się po lądzie i wodzie ośmiornic. Walkę z nimi podjęło amerykańskie wojsko, teren zaś został uznany za niebezpieczną strefę, odgrodzoną od Stanów wielgachnym murem...

W takich realiach w Mexico City spotyka się para Amerykanów: Andrew (Scoot McNairy) i Sam (Whitney Able). On jest ambitnym fotografem marzącym o zrealizowaniu wartego grubą forsę reportażu z miejsca objętego katastrofą. Ona jest zbuntowaną córką magnata prasowego. Andrew zostaje zobowiązany przez wpływowego tatusia Sama do doprowadzenia dziewczyny do granicy ze Stanami. W wyniku splotu okoliczności para będzie musiała przebyć najniebezpieczniejszy odcinek przez odciętą strefę pieszo.

Film łączy w sobie romans w stylu indie – bohaterowie są tak ładni, fajni i stylowi, że mimo trudów podróży mogliby tak jak stoją wejść i zadawać szyku w hipsterskich kawiarniach Nowego Jorku, Berlina czy Warszawy – z horrorem SF. Rodzące się między parą uczucie jest równie istotne jak obrazy grozy i zniszczenia sianego przez potwory. "Strefa X" chce jednak być czymś jeszcze – kamera wydobywa także biedę, strach i beznadzieję, w której żyją mieszkańcy skażonej strefy. I cyniczną obojętność Ameryki, która odgrodziła się wysokim murem, wysłała do walki wojsko i płaci tysiące dolarów za zdjęcie dziecka zabitego przez kosmitę. Smaczku ma tu zapewne dodawać to, że mur na amerykańsko-meksykańskim pograniczu naprawdę istnieje. Nie jest tak imponujący jak w filmie i nie służy do obrony przed potworami, lecz ma uniemożliwiać nielegalne przekraczanie granicy biednym, szukającym lepszego życia emigrantom.

Niestety taka paralela wydaje się dosyć prostacka – jak i wieńcząca film obserwacja, że oto wrogie potwory może wcale nie są takie straszne, a zapewne mają też świat uczuć i mogłyby zyskać przy bliższym poznaniu, gdyby tak je zaprosić na kulturalną herbatkę...

STREFA X | Wielka Brytania 2010 | reżyseria: Gareth Edwards | dystrybucja: Best Film | czas: 94 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj