Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyobraź to sobie, że jesteś bogiem

1 kwietnia 2011, 11:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Robert de Niro i Bradley Cooper w filmie Jestem Bogiem
Robert de Niro i Bradley Cooper w filmie Jestem Bogiem/Media
Możesz wszystko. Napiszesz książkę, nauczysz się chińskiego i zarobisz parę milionów na giełdzie. Wystarczy, że łykniesz pigułkę.

Taka możliwość otwiera się przed Eddiem Morrą (Bradley Cooper), aspirującym pisarzem z kontraktem na swoją pierwszą powieść, ale bez żadnego pomysłu, jak i o czym pisać. Przypadkowe spotkanie z byłym szwagrem dilującym podejrzanymi substancjami sprawia, że do jego rąk trafia tajemnicza pigułka NZT, która pozwala w pełni wykorzystywać możliwości ludzkiego mózgu. A te okazują się nieograniczone.

Eddie z przegranego przeciętniaka i zaniedbanego luja zmienia się w urokliwego, uwodzicielskiego człowieka sukcesu. W ciągu kilku dni pisze książkę, która zachwyca wydawcę, uczy się nowych języków, bez trudu odzyskuje dziewczynę, która miała dość jego nieudacznictwa (Abbie Cornish) i zaczyna zarabiać poważne pieniądze dzięki genialnym spekulacjom na giełdzie. To przyciąga uwagę rekina finansjery Carla Van Loona (Robert De Niro), który zatrudnia Eddiego jako konsultanta przy wielkiej i tajnej fuzji. Jednakże pakty z diabłem, nawet farmakologicznym i bezosobowym, mają swoją cenę, którą Eddie wkrótce pozna. A gdy gra się o wysokie stawki, znikają skrupuły i sentymenty...

"Jestem bogiem" to przyjemna kinowa rozrywka dla tych, którzy nie wykorzystują 100 proc. możliwości swojego mózgu i z radością dadzą się ponieść wartkiej intrydze, nie zwracając uwagi na drobne nieścisłości i luki scenariusza – a Eddie, jak na najinteligentniejszego człowieka na świecie, bywa momentami zaskakująco głupi... Ale całość broni się niezgorzej. Wielka w tym zasługa cudownego jak zawsze Roberta De Niro, a przede wszystkim łobuzerskiego uroku Bradleya Coopera ("Kac Vegas"), który niepodzielnie rządzi uwagą widza i nie pozwala, by ten wypadł z dobrego nastroju, nawet gdy film traci tempo. Choć i tak wyszedł lepiej niż poprzednie dzieło reżysera Neila Burgera "Iluzjonista" – przynajmniej większość scenariusza trzyma się w ryzach jakiejś spójnej logiki.

Rozczarowuje tylko zakończenie zupełnie nieprzystające do mrocznego i gorzkiego w gruncie rzeczy tonu całości łączącego cechy thrillera, superbohaterskiego komiksu i przygodówki w rodzaju "Largo Wincha". Lepiej byłoby zakończyć niedopowiedzeniem (z kuszącą możliwością kontynuacji) niż rozstrzygnięciem. I ta ostatnia fryzura Bradleya bardzo nietwarzowa.

JESTEM BOGIEM | USA 2011 | reżyseria: Neil Burger | dystrybucja: Monolith | czas: 105 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj