W otwierającej scenie widzimy Imeldę Staunton. Jej szara, zmęczona twarz jest przerażająca. Kobieta cierpi na bezsenność wynikającą zapewne z głębokiej depresji. W ten sposób trafia do gabinetu terapeutki Gerri (Ruth Sheen). Na jej pytanie, co chciałaby zmienić w życiu, aby je poprawić, odpowiada, że chciałaby innego życia.

Ta nuta bezbrzeżnego smutku i zwątpienia nie przestaje towarzyszyć tej historii do końca filmu. Gerri, spokojna, pogodna, dojrzała kobieta jest szczęśliwa w małżeństwie z Tomem (Jim Broadbent). Wspólnie gotują, uprawiają pomidory na działce, dzielą drobne radości. Zastanawiają się też razem nad wzajemną miłością i szacunkiem, co wydaje się podejrzane na tle bezmiaru nieszczęść dotykających innych ludzi.

Tom i Gerri są ze sobą tak szczęśliwi, ich życie jest tak doskonale ułożone i beztroskie, że wydają się całkowicie nieprawdziwi, wymyśleni tylko dla okrutnego kontrastu z resztą świata. Resztę uosabia Mary (Lesley Manville) – koleżanka z pracy Gerri, której życie ułożyło się zgoła odmiennie. Jest samotna, nie ma dzieci, za dużo pije, a kolejne rozpaczliwe akcje w celu poprawy jakości życia – jak kupno samochodu – są źródłami porażek.


Mary krąży wokół Toma i Gerri jak ćma wokół lampy, bezskutecznie próbując się ogrzać w cudzym świetle. Z pasożytniczą desperacją wczepia się w cudze życie, bo jej własne jest jednym wielkim brakiem. Cierpienie próbuje pokrywać nieszczerym, podszytym rozpaczą, zbyt głośnym śmiechem.

Mary jest przerażającą postacią, a Leigh mnoży wokół szczęśliwej pary jej klony – stary kumpel Toma Ken to odrażający grubas topiący smutki w kolejnych paczkach czipsów, jego brat Ronnie właśnie stracił żonę, a stosunki z synem od dawna ma złe i napięte, przyjaciel rodziny Jack nie potrafi pomóc swojej chorej żonie.

To niewątpliwie jeden z najbardziej przygnębiających obrazów w dorobku Leigh. Z dickensowską precyzją ukazuje najdrobniejsze zdarzenia codziennego życia, sztafaże konwenansów i obyczajów, za którymi czają się smutek i nieszczęście. Może to za dużo, bo nie wiem, jak inaczej niż reakcją obronną wytłumaczyć śmiechy publiczności podczas przedpremierowego seansu. Smutni desperaci są albo bardzo zabawni, albo obraz Mike’a Leigh powoduje dyskomfort, który pokrywamy śmiechem, by nie dopuścić do świadomości myśli, że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu jak bohaterowie "Kolejnego roku".

KOLEJNY ROK | Wielka Brytania 2010 | reżyseria: Mike Leigh | dystrybucja: SPInka | czas: 129 min