Dziennik Gazeta Prawana logo

"Ostatni władca wiatru", czyli równia pochyła

6 września 2010, 14:37
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
M. Night Shyamalan
M. Night Shyamalan/AP
M. Night Shyamalan, jeszcze niedawno jeden z najbardziej obiecujących twórców metafizycznych dreszczowców takich jak „Szósty zmysł”, po nieudanym „Zdarzeniu” postanowił zrobić kinową wersję animowanego telewizyjnego hitu. Wyszło fatalnie.

 Jego film jest tak przeładowany atrakcjami, że aż nieczytelny i męczący. To, co broniło się w umownej konwencji kreskówki, przełożone na fabularny film obnażyło całą swoją miałkość i pustkę.

Po stu latach w letargu przebudza się Avatar (nie ten „Avatar”) – to chłopiec, który odpowiada za równowagę między żywiołami. Jego nieobecność spowodowała, że żądny władzy Lud Ognia rozpanoszył się na całym świecie. Misji, jaką będzie miał teraz wykonać, można się w mig domyślić.Wykreowany w całości w komputerze „Ostatni władca wiatru” to epickie fantasy, które próbuje być także uniwersalna przypowieścią. Tyle że na ambicjach się kończy. Wizualnie nie dorównuje ono powstającym teraz dziełom techniki. Jeśli idzie zaś o samą treść, to niestety nie jest ona ani oryginalna, ani mądra.

Magdalena Michalska

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Własne
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj