Panuje opinia, że seria „Krzyk”, stworzona niegdyś przez Wesa Cravena (zmarłego w 2015) i scenarzystę Kevina Williamsona, który oparł się na prawdziwych wydarzeniach z Gainesville (Floryda) z 1990 roku, zdefiniowała na nowo podgatunek horroru zwany „slasher” (z angielskiego „slash”). To opowieści, w których większość bohaterów, często bardzo młodych, ginie w przerażających okolicznościach. W najnowszym „Krzyku” powraca więc tajemniczy zabójca w halloweenowej masce, inspirowanej wykrzywioną twarzą z obrazu norweskiego malarza Edwarda Muncha „Krzyk”.

Reklama

Dwadzieścia pięć lat po serii brutalnych zdarzeń, które wstrząsnęły mieszkańcami Woodsboro, kolejny zabójca nakłada otoczoną złą legendą maskę Ghostface. Mnożą się okrutne ataki na grupę nastolatków. Tajemnice z mrocznej przeszłości miasta zostają wskrzeszone. Neve Campbell (Sidney Prescott), Courteney Cox (Gale Weathers) i David Arquette (szeryf Dewey Riley) jeszcze raz obejmują swe ikoniczne role w „Krzyku”, obok Melissy Barrery, Masona Goodinga, Jenny Ortegi, Jacka Quaida i Marley Shelton. Fani mogą liczyć na solidną dawkę strachu, ale również na niezłą zabawę.

„Krzyk” w kinach od 14 stycznia

Trwa ładowanie wpisu