Fabularyzowany dokument w reż. Ireneusza Skruczaja otrzymał m.in. Nagrodę Publiczności na 30. Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu i wyróżnienie na Lubuskim Lecie Filmowym w 2020 r.

Reklama

„To film o pamięci i jej strażnikach. Opowieść o traumie, zapomnieniu i prawdzie. Dokument o nieludzkim okrucieństwie i niespotykanym miłosierdziu” - napisał Skruczaj. „To w końcu film o wielkiej historii odnalezionej za progiem rodzinnego domu, mojego domu – Bolimowa. W trakcie I wojny światowej doszło tu do pierwszych masowych ataków przy użyciu broni chemicznej – ludzkość przekroczyła kolejną haniebną granicę” - dodał.

"Okrutna masowa masakra"

Historię za progiem rodzinnego domu - jako jeden z pierwszych - odnalazł mieszkający w Rawce poeta Wiesław Sokołowski. Zainspirowany powieścią „Łazarz” André Malraux. „W obliczu okrutnej masowej masakry powodowanej przez gazy trujące zwycięża ludzka solidarność: żołnierze niemieccy zaczynają ratować zagazowanych Rosjan” - czytamy na okładce książki. Francuski pisarz opisał bitwę widzianą oczami niemieckiego oficera Waltera Bergera podczas I wojny światowej - w 1916 r. Niemcy próbują przełamać front rosyjski za pomocą ataku gazowego opodal miasteczka Bolgako.

We wstępie wydanej przez PIW w 1977 r. powieści tłumacz Julian Rogoziński napisał: „Mamy tu do czynienia z czystą fikcją powieściową: Niemcy nigdy w Polsce gazów nie użyli. Podobnie zmyślony został pejzaż, w jakim rozgrywa się tragedia, z miejscowością o dość osobliwej nazwie +Bolgako+. Cała ta nierzeczywista dekoracja wspomaga jedynie autora w ukazywaniu rzeczywistych prawd moralnych”.

Kilka lat później Wiesław Sokołowski ustalił, że „rzeczywiste prawdy moralne”, wbrew przypuszczeniom tłumacza zrodziły się w rzeczywistej dekoracji. Nie mogąc odnaleźć na sztabowych mapach Bolimowa, francuski pisarz stworzył dla potrzeb powieści miasteczko o nazwie Bolgako, pomylił również rok hekatomby, ale opisane przezeń fakty były prawdziwe.

Reklama

„Kiedy jesienią osiemdziesiątego trzeciego roku zjawił się w redakcji z maszynopisem, niczego jeszcze o nim nie wiedziałem. Miał już wówczas na poparcie swoich racji nie tylko książkę francuskiego pisarza, którą tłumacz jednym sztychem pióra odesłał do świata fikcji, lecz również spisane skrupulatnie relacje świadków. Mówili o tym, co przeżyli; co widzieli na własne oczy; co zapamiętali” - napisał Marek Rymuszko w reportażu „Trzynasty krąg Sokoła”, nagrodzonym na III Ogólnopolskim Turnieju Reporterów im. Melchiora Wańkowicza w 1987 r.

Strona malraux.org podaje źródło literackiej inspiracji – wspomnienia oberleutnanta Maxa Wilda, agenta frontowego wywiadu 9. Niemieckiej Armii, który 12 czerwca 1915 r. opisał swą wyprawę w rosyjskie okopy, za chmurą trującego gazu, z prof. Fritzem Haberem („W tajnej służbie na froncie wschodnim. Zapiski oficera niemieckiego wywiadu”, 1931).

To Wild - będący pierwowzorem Waltera Bergera - pytał o „prawdy moralne”. „Czyż nie jest rzeczą bestialską mordować w ten sposób ludzi? Dotąd prowadzimy wojnę z Rosjanami jak ludzie z ludźmi. Teraz zaś zatruje się tych prostaków, wychowanych do walki bagnetem, trucizną, o której nie mają najmniejszego pojęcia”. W tej wojnie, kiedy cały świat z nami walczy, musimy odsunąć wszelkie wątpliwości moralne. Nie możemy postępować inaczej, jeżeli chcemy ocalić własnych ludzi - usłyszał od urodzonego w rodzinie wrocławskich chasydów Habera.

Ataki gazowe

Jesienią 1914 r. I wojna znalazła się w martwym punkcie. Wrogie armie okopały się na froncie zachodnim i wschodnim – ich siły okazały się wyrównane, przez wiele miesięcy niezdolne do militarnego rozstrzygnięcia. Niemcy wdrożyli więc naukowe rozwiązanie, ładując do dział pociski chemiczne - opowiadał historyk Stanisław Kaliński, bohater i opiekun merytoryczny „Obłoków śmierci”, autor książek „Ataki gazowe w bitwie 9. Armii Niemieckiej nad Rawką i Bzurą 1914-1915” i „Bolimów 1915”. Gaz wydawał się bronią, która mogła otworzyć najkrótszą drogę do Warszawy - dodał.

Naukowcem, który stworzył niemiecką broń chemiczną, której użyto na frontach I wojny, był prof. Fritz Haber. Od 1910 r. był dyrektorem Instytutu im. Cesarza Wilhelma, zatrudniał m. in. Alberta Einsteina (Nobel 1921), Lise Meitner i Otto Hahna (Nobel 1944), Richarda Willsträttera (Nobel 1915). Wraz z Carlem Boschem (Nobel 1931) opracował tanią metodę syntezy amoniaku, uruchomił produkcję nawozów azotowych. Za ten wynalazek, który zwiększył plony i uratował Europę przed klęską głodu, Haber otrzymał w 1918 r. Nagrodę Nobla.

Portret Habera uzupełnia fabularną część „Obłoków śmierci”. „Osobiście nadzorował użycie gazu bojowego pod Bolimowem. Jego postać symbolizuje upadek nauki, zaprzęgniętej do masowego zabijania ludzi” - przypomniał Skruczaj.

W końcu 1914 r. Haber przekonał niemiecki Sztab Generalny do wykorzystania chemii na polu walki. Głównymi partnerami wojska - jak podał Dieter Martinetz, niemiecki chemik i toksykolog („MGM 55”, 1996) – były m.in. firmy Bayer, Hoechst, Badische Anilin-und Sodafabrik (BASF), Actien-Gesellschaft für Anilin-fertigung (AGFA) i Leopold Cassella. Stworzył zespół 150 naukowców i 1,3 tys. osób personelu pomocniczego - wyprodukował fosgen; nadał impet badaniom, których efektem był iperyt. Jego pomysłem było zastosowanie chloru jako środka bojowego, to on opracował projekt ataku falowego i system wojsk chemicznych.

Do nowych jednostek – chemicznych saperów - wcielono studentów i robotników z przemysłu chemicznego. Dobrowolnie dołączyli wybitni fizycy i chemicy. Walther Nernst (Nobel 1920), Otto Hahn (Nobel 1944), James Franck (Nobel 1925), Gustav Hertz (Nobel 1925), Wilhelm Westphal (twórca podręczników fizyki), Hans Geiger (wynalazca licznika radioaktywności), Erwin Madelung (twórca numerycznej prognozy pogody).

Swą filozofię Haber wyłożył w liście do szwedzkiego kolegi Svante Arrheniusa. „Postrzegamy teraz jako nasz etyczny obowiązek to, aby pokonać naszych wrogów przy użyciu całej siły - aby (…) dać solidne podstawy pokojowego rozwoju Europy Zachodniej”.

Atak pod Ypres pod nadzorem Habera

22 kwietnia 1915 r. pod nadzorem Habera 35 Pułk Saperów przeprowadził atak pod Ypres. Utarło się, że to zdarzenie uchodzi za pierwszy w historii skuteczny atak gazem bojowym.

„Obecnie wiadomo już, że w I wojnie na ziemiach polskich Niemcy użyli m. in. chloru i fosgenu - jesienią 1914 r. pod Przasnyszem, a w 1915 r. w okolicach Bolimowa - 31 stycznia, 31 maja, 12 czerwca, 17 czerwca i 6 lipca. Do ostatniego ataku bronią chemiczną doszło w Twierdzy Osowiec – nocą z 6 na 7 sierpnia 1915 roku” - przypomniała Iwona L. Konieczna w tekście „105 lat temu pod Bolimowem niemieccy żołnierze zamiast atakować zaczęli ratować wrogów” (PAP, 11 czerwca 2020).

Chlor wypuszczony pod Ypres z ok. 6 tys. butli w ciągu 10 minut zabił 5-6 tys. żołnierzy Ententy, a 15 tys. poparzył, z czego 10 tys. sparaliżował lub trwale okaleczył. Haber wrócił do Berlina, fetowany jako bohater narodowy. Minister wojny napisał: „pański wspaniały sukces nie zostanie nigdy zapomniany”, a publicyści Georg Bernhard z „Vossische” i Teodor Wolff z „Berliner Tagesblatt”, nazwali uczonego „geniuszem”.

Jednak jego żona, Klara Immerwahr-Haber, wybitna chemiczka, pierwsza w Niemczech kobieta z doktoratem - otwarcie nazywająca działania męża „barbarzyństwem” i „perwersją nauki” - zażądała, aby zmienił pracę, i zagroziła samobójstwem; on z kolei oskarżył ją o „zdradę ojczyzny”. 1 maja 1915 r. po przyjęciu w ich domu w Dahlem, Klara wykradła mężowi służbową broń i strzeliła sobie w serce.

„W dzień śmierci żony Fritz opuszcza Berlin, wyjeżdża na front wschodni, w okolice Bolimowa. Nadzoruje przygotowania do kolejnego ataku z użyciem śmiercionośnej broni gazowej, tym razem nad Bzurą i Rawką przeciwko armii rosyjskiej (31 maja i 12 czerwca 1915 r.)” – czytamy w „Przeglądzie Uniwersyteckim” (Uniwersytet Wrocławski, 3/2015).

"Najstraszniejsze przeżycie"

Opis bitwy pozostawił Wild. Uznał ją za „najstraszniejsze przeżycie”. „Chętnie wytarłbym z pamięci ten dzień - 12 czerwca 1915 r.”, spędzony „z wielkim uczonym, który był bardzo sławny i któremu nie zazdroszczę sławy” - napisał.

„Pobojowisko będące rezultatem morderczej teorii - to była sama zgroza, która urągała wszelkiej ludzkiej fantazji. Ludzie, zmagający się w śmiertelnej walce, wlekli się na czworakach i jak w obłąkaniu rwali na ciele odzież. Jeden leżał, wczepiwszy palce w ziemie, drugi obok z szeroko otwartymi źrenicami. W oczach jego tkwiło przerażenie przed niepojętym. Świszczące zatrute oddechy mówiły o niezmiernej męce konających. Niebieskie wargi, niebieskie to, co wcześniej w oku było białe, w kątach ust żółta piana. I nieopisana groza na twarzach!” - opisał Wild.

Na Haberze widok setek trupów nie zrobił wrażenia. „Tu patrz pan, ma zsiniałe białko oka! Typowy objaw ciężkiego, zatrucia. Niestety nie do uratowania! Musnął przy tym mechanicznie dłonią policzek nieszczęśliwego” - wspominał Wild, zaszokowany zachowaniem uczonego.

Niemieccy żołnierze ratowali wrogów

Niemieccy żołnierze, za którymi podążali Haber i Wild, nagle zaczęli ratować rannych wrogów. Zdarzyło się coś, co z punktu widzenia wojskowego nie miało prawa się zdarzyć. Ci żołnierze, którzy wcześniej strzelali do Rosjan przez wiele miesięcy, zaczęli spontanicznie brać tych Rosjan na ramię, odnosić tych Rosjan na własne zaplecze - opowiadał Kaliński w filmie „Obłoki śmierci”.

„To nie było natarcie, ale współczucie i pomoc dla haniebnie potraktowanego przeciwnika, dla umęczonego człowieka. Niektórych Rosjan odratowano. Te akty litości były jedyną rzeczą, która w tym dniu nie pozwoliła mi zwątpić o ludzkości” - napisał Wild, który również włączył się do akcji humanitarnej.

Zdaniem Kalińskiego odruch serca wyzwolił zapewne fakt, że wśród szturmujących byli Polacy z Pomorza, którzy w rosyjskich okopach, zamiast wroga, zastali rodaków wołających o pomoc i modlących się po polsku.

Polacy w obcych armiach

Podczas I wojny Polacy zostali zmuszeni do służby w szeregach armii Niemiec, Rosji i Austrii – walczyło ich wtedy ponad 3 mln, zginęło przeszło pół miliona, a ok. 800 tys. zostało rannych, w walce – nierzadko bratobójczej. „Poszedłem na zwiad, i tam leżał raniony oficer niemiecki. Podszedłem do niego, a on ręce złożył i powiedział +Bracie kochany, nie kłuj mnie+ - po polsku. Był z Poznania. W niemieckiej armii, ale to był Polak!” - opowiadał w 1981 r. Wiesławowi Sokołowskiemu służący w carskiej armii Józef Bronikowski z Radziwiłłowa Mazowieckiego.

Dr Anna Zalewska z PAN, prowadząca badania archeologiczne wokół Bolimowa, twierdzi, że łączna liczba ofiar: żołnierzy oraz cywilów, ofiar broni konwencjonalnej i chemicznej od sierpnia 1914 do sierpnia 1915 r. – może sięgać 100 tys. zabitych. Co dziesiąty zabity był Polakiem. Realizatorzy „Obłoków śmierci” przyjęli, że właśnie ten polski aspekt zaważył na wydarzeniach 12 czerwca pod Bolimowem.

Haber, jego uczeń i "Cyklon B"

W 1916 r. Haber został szefem Wydziału Chemicznego Ministerstwa Wojny. W 1918 r. stanął na czele Niemieckiego Towarzystwa do Walki ze Szkodnikami, wyprodukował nowy pestycyd, potrzebny do odwszawiania mundurów. W 1919 r. nazwał go „Cyklonem A”. Gdy jego uczeń Bruno Tesch dopracował metodę, powstała receptura na „Cyklon B”. Haber był pierwszym dyrektorem spółki, dostarczającej go armii niemieckiej.

Po przejęciu władzy przez nazistów zaproponował im badania nad bronią chemiczną. Niemcy nie potrzebują niczego od Żydów - usłyszał. „Znalazł się w Cambridge, jednak traktowano go tam z należną mu pogardą, a noblista Ernest Rutherford nie podawał mu ręki” - napisał ppłk Andrzej Szutowicz (Kawaliera 2/2012). „Pomoc zaoferował chemik Cheim Weizman, który po latach został pierwszym prezydentem Izraela. Zaproponował Haberowi posadę profesorską na tworzonym Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Haber przyjął propozycję, lecz nim trafił na bliski Wschód, zmarł na zawał serca w Szwajcarii” - dodał.

Albert Einstein napisał o nim: „On był tragedią niemieckich Żydów, tragedią wzgardzonej miłości”. W 1946 r. Hermann Haber, syn Fritza i Klary, również chemik, popełnił samobójstwo, gdy po wojnie okazało się, iż wszyscy krewni Haberów zostali zagazowani w Auschwitz.

„Gazowy atak niemiecki należy do tych wstrząsających wydarzeń, które zaliczają się do szczytów szaleństwa historii” - napisał w „Łazarzu” Malraux. „Po tym ataku na froncie wschodnim nadeszło Verdun, iperyt we Flandrii, Hitler i obozy zagłady” - ocenił.

Film „Obłoki śmierci – Bolimów 1915” powstawał przez pięć lat. „Projekt zrealizowałem z prywatnych środków, przy niewielkiej pomocy donatorów z portalu PolakPotrafi.pl i kilku lokalnych instytucji” - wyjaśnił Ireneusz Skruczaj. „Cała ekipa pracowała za minimalne wynagrodzenia w przekonaniu, że dotykamy niesłychanie ważnego, zapomnianego i wciąż aktualnego zagadnienia” - dodał. „Nie mogliśmy pozwolić, by tę historię zabiła ludzka niepamięć” - podkreślił reżyser.