Akcja filmu rozpoczyna się w 1940 r. Na plażach Dunkierki trwa ewakuacja żołnierzy alianckich, a pod powierzchnią morza przemieszcza się okręt podwodny ORP "Orzeł". "Doskonale wyszkolona załoga ma na swoim koncie spektakularne sukcesy, w tym brawurową ucieczkę z Tallina i zatopienie niemieckiego transportowca +Rio De Janeiro+. Teraz staje przed tajemniczą i niebezpieczną misją, w trakcie której będzie musiała zmierzyć się nie tylko z zagrożeniem w postaci min podwodnych, bomb głębinowych, wrogich okrętów i patrolujących teren samolotów, ale również z coraz bardziej napiętą atmosferą na pokładzie. W tej sytuacji jedna błędna decyzja czy też wzajemna rywalizacja oficerów mogą sprawić, że wszystkie tajemnice +Orła+ zostaną na zawsze pogrzebane w morskich głębinach” – czytamy w opisie dystrybutora.

Jak powiedział Jacek Bławut, film bazuje na pracy doktorskiej Huberta Jando, który "poświęcił wiele lat, by odtworzyć drogę +Orła+". "Uważam, że misja +Orła+ była wyjątkowa. Cel był jasny i nie mam wątpliwości, że to była straceńcza wyprawa. Mówiąc w wielkim skrócie, +Orzeł+ miał po tym ostatnim patrolu mieć przerwę. Załoga była zmęczona, a okręt wymagał naprawy. Zostali jednak bardzo szybko zmobilizowani do następnej akcji, do misji. Porucznik Piasecki, który akurat w tym czasie był z żoną w kinie, musiał opuścić seans i natychmiast wrócić do jednostki. Sprawa była więc poważna" – mówił na planie zdjęciowym.

Bławut, który jest twórcą wielu filmów dokumentalnych (m.in. "Byłem generałem Wehrmachtu", "Cyrku Skalskiego" i "Wirtualnej wojny") podkreślił, że II wojna światowa to temat dla niego ważny. "+Orzeł+ jest z jednej strony obrazem tragicznym. Z drugiej - cała jego załoga miała wielką wolę walki. Wiem, że walczyłaby do końca, by odnieść zwycięstwo. Chcę im to zwycięstwo dać poprzez ten film (…). Wielkim zwycięstwem +Orła+ jest to, że pomimo upływu lat wciąż jest nam bliski. Ciągle o nim mówimy, bo to naprawdę niezwykła historia. Ze wszystkich naszych wielkich dokonań wojennych to właśnie +Orzeł+ jest symbolem zwycięstwa niepokonanej załogi. Ona gdzieś tam ciągle płynie i czeka na nasze hasło, żeby znowu pojawić się, kiedy będzie trzeba" – stwierdził.

Reżyser wyjaśnił, że w filmie +Orzeł+ zostanie potraktowany "jak żywy organizm, który czuje i przeżywa". "Załoga i +Orzeł+ stanowią symbiozę. Założenie, że opowiemy tę historię także z punktu widzenia okrętu jest dość mocnym wyzwaniem formalnym. Nie widziałem jeszcze filmu o okręcie podwodnym, w którym opowiada się oczami okrętu. To dość futurystyczne myślenie, bo to było niezwykłe dzieło człowieka, dokonanie technologiczne, którym wszyscy się fascynowali, ale przy tym także organizm, który służy do walki, do zabijania" – powiedział.

Dodał, że prace nad rekonstrukcją wnętrza "Orła" trwały kilka lat. "Jestem pełen podziwu, ponieważ to, co udało się stworzyć, nie jest kopią. To jest właściwie Orzeł w detalu. Kiedy jestem w środku, mam wrażenie, że patrzę na to, co widziała załoga. Ciary przechodzą mnie cały czas, bo to tak jakbym był z nimi. Zresztą jestem z nimi od paru lat, bo pisałem scenariusz. Wykonałem olbrzymią pracę, żeby o załodze się czegoś dowiedzieć, żeby to nie były fikcyjne postaci, tylko osoby z krwi i kości. Fakty i sytuacje, które pojawiają się w filmie, nie są wymyślone przeze mnie. One mają absolutne potwierdzenie w dokumentacji. Także załoga, wszystkie imiona, nazwiska i funkcje są prawdziwe" – podkreślił Bławut.

Mateusz Kościukiewicz, czyli filmowy porucznik Piasecki, wyjaśnił, że jego postać to "druga osoba na okręcie, tzw. +szyja+ w strukturze dowodzenia". "Jest zastępcą kapitana Grudzińskiego. To osoba powszechnie lubiana, bliska wszystkim marynarzom, chętnie spędzająca z nimi czas bez względu na to, jakie miejsce zajmują w hierarchii. Mój bohater brał udział w kampanii wrześniowej na tym okręcie. Uczestniczył również w spektakularnej ucieczce z portu w Tallinie, więc jest tutaj od początku do ostatniego dnia" – powiedział.

Jak podkreślił, "przygotowania do roli trwały od dłuższego czasu". "Bez względu na epokę pewne emocje i uczucia ludziom towarzyszą tak samo. Jest wiele odniesień literackich i filmowych, które mogą być inspiracją do tego rodzaju pracy. Mieliśmy też spotkania z ekspertami, podwodniakami, marynarzami, a także z psychiatrami leczącymi zespół stresu pourazowego w związku z działaniami wojennymi. Są odniesienia i wzorce, które dotyczą żołnierzy bez względu na to, w jakich warunkach się zajmują, w jakich jednostkach służb" – powiedział aktor.

Według Tomasza Schuchardta, który gra porucznika Roszaka, "Orzeł. Ostatni patrol" to film "niezwykle autentyczny". "Reżyserowi Jackowi Bławutowi bardzo zależało, żeby scenografia wyglądała dokładnie tak, jak legendarny okręt, żeby pachniała jak okręt, żebyśmy czuli się, jakbyśmy byli na pokładzie +Orła+. To udało się osiągnąć. Mieliśmy już próbę ataku bombowego i gdy okręt zaczyna drżeć, naprawdę można poczuć namiastkę traumy, która była obecna w prawdziwej historii. Nie pracowałem wcześniej przy produkcji, w której tak bardzo starano by się pomóc aktorom w pracy. Mam wrażenie, że teraz w zasadzie wystarczy założyć kostium i grać" – powiedział.

Aktor zaznaczył, że obraz "nie jest zwykłą opowieścią o losach załogi okrętu". "Statek upstrzono ukrytymi kamerami. One są jego oczami. Podglądają nas zza zegarów, zza pokręteł. Podglądają pewnie czasami także nasze prywatne reakcje, np. kiedy łajba zaczyna się trząść i musimy autentycznie złapać się za coś, żeby się nie przewrócić. Wydaje mi się, że taki sposób przedstawiania historii zachęci widza, by stał się jednym z członków załogi" – stwierdził.

Filip Pławiak, odtwórca roli podporucznika Sosnowskiego, przypomniał, że od lat 50. XX w. nie mieliśmy filmu poświęconego legendarnemu okrętowi. "Nie wiem, czy jeszcze za mojego życia trafiłaby się druga okazja, by zagrać w takiej produkcji. Praca na planie +Orła. Ostatniego patrolu+ to ciekawe doświadczenie pod względem realizacyjnym i aktorskim. Scenografia robi niesamowite wrażenie. Człowiek czuje się tak, jakby przeniósł się w czasie. A poza tym opowiedzenie historii, która jest właściwie zamknięta w małej puszce pod wodą, jest sporym wyzwaniem" – zwrócił uwagę.

W obsadzie znaleźli się także m.in. Adam Woronowicz, Tomasz Ziętek, Antoni Pawlicki i Rafał Zawierucha. Autorką zdjęć jest Jolanta Dylewska. Film wejdzie na ekrany kin w 2020 r.

ORP "Orzeł" został zbudowany w okresie międzywojennym, głównie dzięki składkom polskiego społeczeństwa, w jednej z holenderskich stoczni. Wyposażony m.in. w 12 wyrzutni torpedowych i jedno podwójne działko przeciwlotnicze zawinął do portu w Gdyni 10 lutego 1939 r. Rano 1 września 1939 r. okręt wypłynął na Bałtyk, by zabezpieczać polskie wybrzeże przed ewentualnym desantem niemieckim od strony morza. 15 września zawinął do Tallina, by wysadzić chorego kapitana. Jednostka została internowana, zabrano z niej dziennik pokładowy, mapy i część uzbrojenia.

W nocy polscy marynarze porwali okręt z estońskiego portu i kierując się mapami narysowanymi z pamięci popłynęli w kierunku Anglii. Po czterdziestodniowym rejsie, ściganemu przez niemiecką flotę i bombardowanemu przez niemieckie samoloty okrętowi udało się wejść do bazy Rosyth na wybrzeżu Wielkiej Brytanii.

"Orzeł" został przydzielony do Drugiej Flotylli Okrętów Podwodnych w Rosyth. Zimą okręt wychodził wielokrotnie na patrole i służbę konwojową. 8 kwietnia 1940 r. zatopił niemiecki transportowiec wojskowy "Rio de Janeiro" przewożący żołnierzy i sprzęt wojskowy, czym przyczynił się do zdemaskowania przygotowywanej przez Adolfa Hitlera inwazji na Norwegię. Wieczorem 23 maja 1940 r. załoga ORP "Orzeł" wypłynęła w swój kolejny patrol na Morze Północne. Z tej misji jednostka już nie wróciła.