Ameryka wciąż w szoku po samobójstwie Robina Williamsa. Zewsząd płyną kondolencje, coraz więcej też dowiadujemy się o problemach z jakimi zmagał się 63-letni aktor i komik.

Reklama

Na ekranie był ciepły i pogodny. W życiu prywatnym zmagał się z wieloma problemami. W latach 70-tych i 80-tych walczył z alkoholizmem i narkotykami. Z oboma nałogami zerwał po śmierci przyjaciela Johna Belushi w 1982 roku.

W 2006 roku ponownie trafił na terapię odwykową, bo znów zaczął pić. Zmagał się też z depresją, która w ostatnim czasie była bardzo głęboka. Jego przyjaciele mówią, że był wyjątkowo wrażliwym człowiekiem.

Trudno mu było się pogodzić z niesprawiedliwością na świecie. Do jego śmierci mógł się przyczynić jego własny sukces. Nominacje do Oscarów i inne nagrody sprawiły oraz uwielbienie widzów sprawiły, że bardzo wysoko podniósł sobie poprzeczkę. Tymczasem jego ostatnie role nie były wielkimi przebojami. W maju tego roku telewizja CBS zdecydowała nie kontynuować serialu z jego udziałem, a niezależny film Boulevard nie ma nawet w USA dystrybutora.

Robin Williams publicznie mówił o swojej depresji, by pomóc innym. Cierpiał jednak w samotności.

Słynny hollywoodzki aktor został znaleziony martwy w swym domu w północnej Kalifornii. Agencja AFP, powołując się na policję, podaje, że aktor powiesił się na pasku. Na nadgarstkach miał powierzchowne rany.