Miłość, odkupienie, człowieczeństwo – w tych trzech słowach reżyser Zhang Yimou zamyka sens swojego filmu.
Cóż, trudno odmówić mu racji, choć "Kwiaty wojny" unurzane są w ostentacyjnym kiczu i pastelowatości, zaś zbytni patos i rażące schematy fabularne skłaniają do wątpliwości, czy blisko 100 milionów dolarów, które wydano na najdroższy film w historii chińskiej kinematografii, było tego warte.
Masakra nankińska z 1937 roku posłużyła za tło dla dość konwencjonalnej, acz zajmującej opowieści o nawróconym grzeszniku. Obejrzeć więc można bez zgrzytania zębami, szczególnie że pod względem technicznym "Kwiaty wojny" to robota pierwszorzędna, a i nudą od ekranu nie wieje.
KWIATY WOJNY | reżyseria: Zhang Yimou | dystrybucja: Monolith
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Powiązane