- stwierdził Ryszard Bugajski w rozmowie w studiu radiowej "Dwójki". Jak podkreślił, ma to ścisły związek z doświadczeniami przeszłości. On sam jest przykładem tego, co się wówczas działo: nakręcenie przez niego filmu "Przesłuchanie" z Krystyną Jandą w roli głównej skończyło się dla niego dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy, prześladowaniami ze strony SB i umieszczeniem filmu na półce na długie lata. W efekcie Ryszard Bugajski wyemigrował z Polski.
Teraz, jak mówi reżyser, jest zupełnie inaczej. - - deklarował. Ale, jak dodał, nie oznacza to, że ludzie władzy się poruszaniem takiej tematyki nie interesują.
Opowiadał, że "Układem zamkniętym" jeszcze w czasie jego kręcenia zainteresował się ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak. Wszystko działo się tuż przed wyborami. - - opowiadał.
Bugajski podkreśla jednak, że to nie tylko władza się boi krytyki. - - stwierdził.
Jego słowa potwierdziła producentka filmu, Olga Bieniek. Podkreśliła ona, że trzykrotnie składano do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wniosek o dofinansowanie. Dwa razy wniosek przeszedł sito formalne i został oceniony przez ekspertów. Mimo wysokich not dofinansowania nie dostał. Producenci musieli więc szukać środków na własną rękę.
- - relacjonowała. Olga Bieniek, jak i Ryszard Bugajski wyjaśniali, że film opowiada autentyczną historię biznesmenów, których życie i dorobek zostało zniszczone przez urzędników. Ale nie chodzi o urzędników związanych z tą czy inną opcją polityczną. Cała historia zaczęła się bowiem w 2003 roku - za czasów rządu Leszka Millera. Ciągnęła zaś przez okres rządów PiS, by zakończyć się za gabinetu Donalda Tuska.